Blog Doktora No

Blog geeka o komiksach, filmie, anime oraz nauce i technice - A Geek's blog about anime, film, sci and tech

Zabawa z referralami. (8)

Zasadniczo na moim blogasku „lekka” posucha, gdyż ostatnio częściej produkuje się na Twitterze i Tumblnerze. Aby trochę odkurzyć blog, zobaczmy co zabawnego wyskoczyło w logach serwera w temacie słów kluczowych z wyszukiwarek. 😀

Debata nerdów trwa:

lubię prequele gwiezdnych wojen
nie lubie gwiezdnych wojen

Continue reading

„Nerds 2.0.1: A Brief History of the Internet”, (1998)

Na Nowy Rok kolejny ciekawy dokument: sequel do wcześniejszego „Tryumfu Nerdów” Roberta X. Cringelya, opowiadający, zgodnie z tytułem, krótką historię powstania internetu, od laboratoriów uniwersyteckich i rządowych po globalną rewolucję telekomunikacyjną na skalę globalna. Ciekawe jest to, że tak jak w przypadku komputerów PC, pierwotni wynalazcy nowych technologii nie dorobili się wielkich pieniędzy i sławy (co stawia pojęcie „innowacyjnej gospodarki” w trochę innym świetle niż zwykle).

Tak jak poprzednio, mamy  przed sobą kapsułę czasu końca lat 90-tych XX wieku, tuż przed pęknięciem bańki internetowej i innych kryzysów wieku XXI…

https://www.youtube.com/watch?v=oMvASPzXE-M

Continue reading

Zabawa z referralami. (7)

Z reguły takie notki piszę co najmniej co pół roku, ale tym razem obrodziło wyjątkowymi smakowitościami:  😆

„WTF:”

 film o chłopcu foce

„Obraza nerda:”

gwiezdne wojny sa zle

„Zwariowane wynalazki:”

dziwne maszyny latające

„Fani nie odpuszczają c.d.:”

dwa odcinki avatar legenda aanga, w którym toph,katara,zuko,sokka i aang będa poszukiwać nomadów powietrza i ursy-matki zuko i azuli.

czy na legendzie korry wzorowano sie na jakiejś dziewczynie

avatar legenda korry a co się stało aangowi

„Classic Novo:”

czy amiga jest kompatybilna wstecz

Zabawa z referralami. (6)

Bez zbędnej zwłoki przechodzimy do rzeczy, jak zwykle dzieląc wszystko na kategorie: 😀

„Powrót do korzeni”:

 amiga 2000 dyskietka startowa

 

„No nie, jeszcze nie jestem tak znany na arenie międzynarodowej:”

 doktor no po japońsku

 

„Kącik wynalazcy:”

 jak stworzyć zbroję wspomaganą

 

„To nie ten film, panie kolego:”

 które sceny gwiezdnych wojen były kręcone w kapadocji

 

„Fani nie odpuszczają:”

 poszukiwanie matki zuko

Zabawa z referralami. (5)

Co tam ciekawego ma do powiedzenia wujek Google…? 

Kategorie:

"Problemy polskiego Otaku":

odróżnić anime od rzeczywistości

"Zwariowane wynalazki c.d.":

manipulatory do roslin

"Konspiracja w Stumilowym Lesie":

kubuś puchatek wallenrod

"American Trauma":

11 września simpsonowie demotywatory

"Tęsknota za dzieciństwem":

producenci zabawek lat 80-tych

Zabawa z referralami. (4)

Co nowego przyniosły nam logi serwera?

Dział "nauka i technika":

postęp naukowo techniczny

czy helikoptery z filmu avatar mogą latać

"Wieści dziwnej treści":

ja popisze o pampersach dla doroslych

19 marca fukushima teorie spiskowe

fascynacja psychopatycznymi mordercami

"Zwariowane wynalazki":

akcelerator fal mózgowych

"Militaria, obronność":

parabola pocisku z kałasznikowa

Zabawa z referralami. (3)

Kolejna porcja słów kluczowych, które przywodzą internautów na mój blog. I tak, po kolei:  

Z cyklu „studenci szukają materiałów”:

z czego składa się high politics

ludność świata prognozy

na czym polegal „waz w tunelu?”

Wydział „Nauka i technika”:

najciekawszy egzoszkielet w sf

Dział „Seks, przemoc, Japonia i kasety wideo”:

japoński film odpycha strzały

I reszta, czyli „kryptonim Whiskey Tango Foxtrot”:

dlaczego ewka płakała

gry online wojsko z avatarami niebieskie ludziki to awatarowie nie filmy

Zabawa z referralami.

Lubię zaglądać w logi mojego serwera. I często znajduje tam ciekawe rzeczy, np. to jakie słowa kluczowe zaprowadziły jakąś zabłądzoną duszyczkę na mój kawałek internetu.  

Bohaterem dnia dzisiejszego jest zbitka:

"przebranie jemsa bąda"

Odciski palców przeglądarek

Każdy użytkownik Internetu wie, że wszelkie jego prywatność jest w zasadzie iluzoryczna. W końcu każdy serwer odnotowuje adres IP z którego się łączymy z siecią, a do tego przeglądarka przechowuje listę odwiedzonych witryn w swojej historii, oraz pliki tymczasowe, nie mówiąc już o tzw. ciasteczkach ("cookies") które zawierają różne informacje, które potem skrypty na stronach mogą wykorzystywać do śledzenia naszej sieciowej działalności. Przeglądarki Opera i Firefox posiadają nawet tryb prywatny, w którym wyżej wymienione funkcje są tymczasowo wyłączone.

Ostatnio jednak na Slashdocie wyczytałem, że nawet przy zastosowaniu takich środków można wybadać pewne cechy charakterystyczne dla danej przeglądarki (swoisty "odcisk palca") i jej użytkownika w sposób umożliwiający identyfikację tego drugiego.

Przeglądarki internetowe, kontaktując się z serwerem, wysyłają całkiem sporo danych: min.  rozdzielczość ekranu, nazwę i wersję przeglądarki, strefę czasową, zainstalowane wtyczki itp. Te informacje są czasami potrzebne, one umożliwiają np. dostosowanie wersji językowej strony internetowej czy po prostu do celów statystycznych umożliwiających udoskonalenie serwisu. Jednak opracowanie algorytmu statystycznego wiążącego ten swoisty "odcisk palca" przeglądarki z poszczególnymi użytkownikami nie jest specjalnie trudny.

Wniosek jest więc prosty: jeszcze raz okazuje się że pełna anonimowość w internecie jest iluzoryczna. A producenci przeglądarek powinni rozszerzyć działanie opcji prywatności także na inne parametry, niźli tylko ciasteczka i historię.

Rys: Wilfredor/Wikimedia Commons

Do poczytania:

EFF: "How unique is your browser?"

 

Ułuda internetowej rewolucji, cz.2

W poprzednim odcinku napisałem:

Od czasu upowszechnienienia się Internetu, blogów, serwisów społecznościowych itp. panuje powszechne przekonanie że o to idzie nowe; kolejna rewolucja przy pomocy której nasze społeczeństwo stanie się bardziej demokratyczne praworządne itp. O to nowe media internetowe mają stanowić „piątą władzę” rozliczającą elity z nadużyć i niekompetencji oraz wyręczać dziennikarzy w dostarczaniu informacji publiczności, która oprócz tego będzie mogła wpływać na proces legislacyjny i decyzyjne przez sieć. Słowem – krok ku cyber-utopii.

Następnie pozwoliłem sobie przytoczyc tezę pana Morozowa na temat cyberhedonizmu, który moźna streścić w jednym zdaniu: nowe osiągnięcia techniki przekładają się w pierwszym rzędzie na nowe formy rozrywki, niż na aktywność społeczno-polityczną.

Słynna uwaga prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o internautrach popijających piwko i szukających pornografii (w kontekście sprowadzenia rytuału wyborczego do głosowania przez internet) pewnie dlatego wzbudziła tak powszechne oburzenie, bo była… w znacznej mierze prawdziwa.

Kultura polityczna w Polsce nie sprzyja partycypacji politycznej, podobnie jak w Chinach, gdzie odsetek internautów-cyberhedonistów jest wyższy iniż w USA (!):

(przepraszam za jakość, to slajd z odczytu pana Morozowa)

Mechanizm cyberhedonizmu jest powszechny, i nie ogranicza się przecież tylko do Chin. Jak dowodzą badania większość internautów w Polsce w internecie szuka przede wszystkim rozrywki, pod którą teź podpada przyjmowanie tzw. śmieciowych newsów (np. plotki ze świata gwiazd). Weźmy pierwsze z brzegu wyniki badań:

Rozrywka i seks – czego szukają dzieci w internecie

„Youtube, Google, Facebook oraz sex to najczęściej wyszukiwane słowa kluczowe podczas surfowania przez dzieci po bezkresie internetu, wynika z raportu firmy Symantec.”

http://di.com.pl/news/28099,0,Rozrywka_i_seks_-_czego_szukaja_dzieci_w_internecie.html

Czego Polacy szukają w Sieci?

„67 proc. badanych deklaruje, że Internet służy głównie jako źródło informacji oraz narzędzie do kontaktu z innymi. Większość osób pracujących przed komputerem nie wyobraża sobie pracy bez dostępu do Internetu i komunikatorów. (…) Kolejna aktywność polskiego internauty to poszukiwanie rozrywki, czytanie plotek i ciekawostek ze świata. Internetowi ciekawscy stanowią, aż 65 proc. badanych. Koncentrują się oni wokół serwisów społecznościowych, jak Nasza Klasa; plotkarskich oraz portalach bazujących na ciekawostkach w Internecie, np. wykop.pl.”

http://www.internet.senior.pl/153,0,Czego-Polacy-szukaja-w-Sieci,6911.html

Czego szukają Polacy w Internecie?

„Choć świadomość istnienia portali społecznościowych ma 53 proc. Polaków, to korzysta z nich jedynie 31 proc. Szukamy w nich przede wszystkim rozrywki, kontaktów towarzyskich i ciekawostek. Dlatego największym zainteresowaniem Polaków cieszą się portale takie, jak: Nasza Klasa, Grono.net, Fotka.pl, My Space.com czy portale randkowe.”

http://www.proto.pl/informacje/info?itemId=68616&rob=Czego_szukaja_Polacy_w_Internecie?

Polityka w internecie? Są ciekawsze rzeczy

Tylko co czwarty internauta czyta w sieci artykuły dotyczące polskiej polityki, a stronę internetową prezydenta przez ostatnie pół roku odwiedziło ledwie 1 proc. badanych.

http://wyborcza.pl/1,75478,7222448,Polityka_w_internecie__Sa_ciekawsze_rzeczy.html

Ostatnie 5 lat to okres wzrostu znaczenia blogów w dyskursie publicznym. Powinno to bardzo cieszyć, gdyż wprowadza to bardzo potrzebną różnorodność

Istnieje poważny konflikt interesów pomiędzy dziennikarzami mediów tradycyjnych a bloggerami (co pokazała afera Kataryny) jak i też poważne problemy natury prawne z cyklu „czy bloggerowi przysługują te same prawa co dziennikarzowi”.

Dla uściślenia: poprzez „blogger” rozumiem osobę nie będącą dziennikarzem, politykiem czy inną osobą z „głównego nurtu” udzielającego się na internetowych blogach. Powód takiego rozróżnienia jest oczywisty: dla tych osób internet jest po prostu jeszcze jednym medium, którym się kontaktują z audytorium. Dla bloggerów – ex definitione jedynym.

Nie stoje na stanowisku, że blogi mogły by zastąpić media tradycyjne. Uważam za to, że są ich dobrym uzupełnieniem.

Profesionalni dziennkarze są dalej potrzebi, podobnie jak profesionalne redakcje. Bloggerzy rzadko kiedy mają tyle powiązań i kontaktów co zawodowcy. Pod względem prawnym ich sytuacje mniej korzystna, a do tego nie mają dostępu do takich samych zasobów, szczególnie finansowych. Czy można sobie wyobrazić bloggera który by za własne pieniądze, biorąc całe ryzyko na siebie itp. pojechałby do kraju ogarniętego wojną? W USA wiadomo mi o przypadku dziennikarza Steve’a Vincenta, który w Iraku prowadził blog „In the Red Zone”, co zresztą przepłacił życiem.

Większość blogów to, niestety, felietonistyka średniego poziomu. Owszem, blogi mogą być źródłem informacji niszowych, specjalistycznych (co dobrze widać po blogach o tematyce naukowo-technicznej) i niepopularnych, ale mogą być też źródłem plotek, pomówień, histerii i sensacjonalizmu. Wiele razy widziałem na blogach wyrywanie wypowiedzi i treści z kontekstu, nadmierne ekscytowanie się sprawami drugoplanowymi, nadmierną emocjonalność czy po prostu zwykłą złośliwość. Zaznaczam, że nie mam tu na myśli ani konkretnych bloggerów, ani konkretnych portali blogowych czy opcji politycznych; niniejsze obserwacje mają charakter uniwersalny.

Mroczną wizją przyszłości może być sytuacja w której z jednej strony na wskutek updku etyki dziennikarskiej i ogólnej tabloidyzacji media staną się (a może już są?) wytwórniami bezwartościowej papki nie przekładającej się w żadnym stopniu na informowanie o życiu publicznym w kraju, a z drugiej strony Internet stanie się zbiegowiskiem cyberhedonistów kompletnie nie zainteresowanych rzetelnymi informacjami, oraz małych wspólnot, z których każda będzie żyła w swoim światku, ze skrajnie ograniczonym spojrzeniem na rzeczywistość, kisząc się w smrodzie grupowego myślenia, sekciarstwa i paranoi.

c.d.n.

Ułuda internetowej rewolucji, cz.1

Od czasu upowszechnienienia się Internetu, blogów, serwisów społecznościowych itp. panuje powszechne przekonanie że o to idzie nowe; kolejna rewolucja przy pomocy której nasze społeczeństwo stanie się bardziej demokratyczne praworządne itp. O to nowe media internetowe mają stanowić "piątą władzę", rozliczającą elity z nadużyć i niekompetencji oraz wyręczać dziennikarzy w dostarczaniu informacji publiczności, która oprócz tego będzie mogła wpływać na proces legislacyjny i decyzyjny przez sieć. Słowem – krok ku cyber-utopii.

Niestety, w praktyce ten mit drastycznie pryska, szczególnie w zderzeniu z reżimami autorytarnymi, które niby miały by być rozsadzane przez nowe technologie.

Eugeny Morozow pochodzi z Białorusi, przez kilka lat pracował w organizacji pozarządowej zajmującej się promowaniem demokracji i praw człowieka na w tym kraju, tak że z użyciem Internetu i serwisów społecznościowych. Obecnie prowadzi bloga na Foreign Policy, gdzie pisze często na temat wpływu Sieci na aktywność polityczną, wykorzystując doświadczenia zebrane przez w czasie swojej pracy, które to stały się podstawą do napisania książki w której autor twierdzi min. że paradoksalnie Internet umacnia dyktatorskie reżimy zamiast je osłabiać.

Swoje argumenty i spostrzeżenia zawarł w odczycie pt. "Czy Internet jest tym, czego obawiał się Orwell?" wygłoszonym w ramach programu TED Talk, który można obejrzeć tu:

Argumenty pana Morozowa można streścić następująco:

  • Na Zachodzie istnieje mit "iPodowego liberalizmu" tj. złudnego przeświadczenia, że upowszechnianie się technologii informacyjnej automatycznie rozszerza i promuje demokracje, nie tylko poprzez dostęp do nieocenzurowanych informacji ale poprzez poprawę "ekonomii protestu" tj. ułatwienie przeprowadzenia takowego.
  • Często myli się zamierzony cel użytkowania technologii od prawdziwego. Posiadanie coraz to nowych środków komunikacji wcale nie nie sprzyja prawom człowieka i demokracji. Media są tylko narzędziami i to w jaki sposób będą użyte zależy od użytkowników (np. w Rwandzie stacje radiowe podjudzały do ludobójstwa, zamiast do niego zniechęcać)
  • Dyktatury nauczyły się wykorzystywać internet do swoich celów np. poprzez trening prorządowych bloggerów i komentatorów, wykorzystywanie serwisów społecznościowych do autoinwigilacji (np. powiązania pomiędzy poszczególnymi osobami widać jak na dłoni w Twitterze),  nie mówiąc o starym, sprawdzonym triku z wentylem bezpieczeństwa, czego przykładem może być tzw. "autorytarna deliberacja" (rozpraszanie odpowiedzialności poprzez "konsultacje społeczne" w Sieci, pozory demokratyzacji poprzez fora internetowe itp.).
  • Cyberhedonizm vs. cyberaktywizm – internet jako nowe "opium dla mas" – zdecydowana większość użytkowników Sieci jest zainteresowana znajdowaniem w niej rozrywki (gier, obrazków,dowcipów, filmów, pornografii itp.), a nie nauką czy aktywizmem.
  • Pozorność aktywizmu w sieci: wgranie blog znaczka i bannerka jakiejś akcji okazuje się być często ostatnim krokiem poczynionym przez "aktywistów". Dotyczy to nie tylko aktywności politycznej, ale po prostu jakiejkolwiek, so skarykaturyzował poniżej rysownik J.J. McCullough:

-Bardzo się przejąłem tym trzęsieniem ziemi w Pakistanie. Wrzuciłem guzik do dotacji dla Czerwonego Krzyża na blog i stronę i nawet podpis na forum…
-O, fajnie, a ile dałeś?
-Dałem?

Pan Morozow podaje bardzo ciekawy przykład z życia na pacyfikacje nastrojów przy użyciu Internetu. Swego czasu wśród chińskich internautów wzburzenie wywołała informacja o śmierci jednego z więźniów, przy czym władze jako oficjalną przyczynę śmierci podały "uderzenie w głową o ścianę w czasie zabawy w chowanego z współwięźniami", co było skrajnie nieprzekonywujące.

Od razu zaczęto na forach internetowych i portalach krytykować wersje oficjalną. Mogło by się wydawać, że chińskie władze zareagowałyby cenzurowaniem i wycinaniem nieprzychylnych i niewygodnych komentarzy w Sieci, ale zamiast tego zareagowały nieoczekiwanie, ogłaszając gotowość do udzielenia wizyty przez wybraną grupę ochotników z bloggerów. Zgłosiło się pięćset osób, wybrano do delegacji pięcioro, po czym ta piątka zgodnie stwierdziła po wizycie w więzieniu że wszystko w tym ośrodku jest w porządku.

Oczywiście wszelkie zapowiedziane inspekcje i wizyty, tym bardziej w wykonaniu osób niedoświadczonych i nieprzygotowanych są raczej kiepskim sposobem na dowiedzenie prawdy.  Reszta przyjęła to wyjaśnienie z zadowoleniem (bo jak tu nie ufać innym bloggerom, takim jak my?) i sprawa ucichła.

Gdyby Chińczycy uciekli się do cenzury – jak twierdzi pan Morozow – sprawa stała by się jeszcze bardziej głośna, gdyż fakt cenzury tylko by udowodnił, że sprawa faktycznie cuchnie i że władza chce coś ukryć. A tak, sprawa uległa szybkiej, bezbolesnej pacyfikacji.

c.d.n.

W następnym odcinku: w demokracji z internetową rewolucją wcale nie musi być lepiej…

Older Entries