Blog Doktora No

Blog geeka o komiksach, filmie, anime oraz nauce i technice - A Geek's blog about anime, film, sci and tech

Palikot zabawia nas na śmierć.

  • English (United States)
  • Polski

Widząc to takie wydarzenia, jak zrzeczenie się orderu przez górnika z kopalni "Manifest Lipcowy", szum wokół Wojciecha Cejrowskiego w sprawie jego rezygnacji z obywatelstwa polskiego, czy wtykanie polskiej flagi w psie kupy na antenie TVNu, to dochodzę do wniosku, iż zbliżamy się do światowych standardów, gdzie dyskurs publiczny został sprowadzony do wielkiego showu przed kamerami TV.

Polska stoi obecnie przed odkryciem tego samego, co na Zachodzie zauważył już w 1985 roku Neil Postman w książce "Amusing Ourselves to Death: Public Discourse in the Age of Show Business", będącej krytyką telewizji jako medium przekazującego informacje i decydującego o dyskursie politycznym.

Ważną konstatacją tej książki jest to, że w świecie kultury obrazkowej racjonalne argumenty tracą na znaczeniu, gdyż były one najbardziej czytelne w medium bazującym na słowie, jak książka czy gazeta. W TV liczy się to, jak przekaz "wali po gałach", czy polityk ma ładny krawat, a czy jego konferencja prasowa jest ciekawa czy nie, vide gumowy siusiak i pistolet w ręku Palikota.

Dobrym tego przykładem są współczesne wojny, gdzie to, w jaki sposób dany konflikt jest ukazywany na małym ekranie, jest czynnikiem równie istotnym, jak amunicja, paliwo czy morale żołnierzy. Najbardziej drastycznym przpadkiem niech będzie wycofanie wojsk ONZ z Somalii w 1993 roku, po tym, jak świat obiegły zdjęcia pokazujące tłum Somalijczyków bezczeszczących zwłoki poległych Amerykanów (warto wspomnieć, że wcześniejsza masakra 20 Pakistańczyków nie zrobiła takiej furory, gdyż była mało medialna).

W swojej wcześniejszej książce "Disapperance of Childhood", Postman napisał, że "oglądanie telewizji wymaga nieustannego rozpoznawania obrazów, a nie analitycznego dekodowania treści. Wymaga więc percepcji, a nie koncepcji…".

Popularność szołu "Teraz my" czy "Szkła kontaktowego" jest dobrym przykładem na zejście dyskursu publicznego do poziomu rozrywki ("infotainmentu"), gdzie naturlną koleją rzeczy, jak wspomniano wcześniej, odgrywają role obrazki, luźne skojarzenia i emocje negatywne lub pozytywne. Tak jak w reklamach, gdzie producencji zlecają wykonawcom przede wszystkim tworzenie pozytywnych skojarzeń z produktem. Zaproszenie do studia "Teraz My" homoseksualistów rzekomo poszkodowanych przez Lecha Kaczyńskiego, Brandona Faya i Thomasa Moltona, jest dobrym tego przykładem. Nie argument, ale szoł i pokazówka.

Wracając do tematu: dlaczego Palikot jest eksponowany na stanowisku osoby odpowiedzialnej za likwidacje bubli prawnych a nie np. pan Szejnfeld? Pana Szejnfelda miałem okazje widzieć osobiście w 2005, i wywarł na mnie zdecydowanie leprze wrażenie, niż Palikot pozujący na ekscentryka i członka "artystycznej cyganerii". No, ale ja jestem wyjątkiem, gdyż nie jestem "targetem" PO… W PO z pewnością znalazło by się wiele osób, które by były predysponowane do przewodniczenia komisji "Przyjazne Państwo", ale odpadły, gdyż szołmeństwo Palikota predysponowało go do tego, aby robić szum na odcinku, gdzie oczekiwania elektoratu PO są największe, a ryzyko "wpadki" największe. Nie trzeba być analitykiem, aby zauważyć, że popularne powiedzenie "para w gwizdek" dobrze oddaje całą tą sytuacje. Podobnie jak konferencje prasowe Kołodki, szum medialny wokół Palikota ma pokazać, że "coś się robi" i stworzyć wrażenie działań w tym zakresie.

Palikot ma bez wątpienia talent, i ten talent, podobnie jak niewyparzony język Niesołowskiego jest podstawą pijarowskiej strategii PO ("do mediów tak trzeba" – Komorowskiemu się raz wymknęło), a przynajmniej takie wrażenie to robi. Eksponując tego typu osoby PO chce zaspokoić zapotrzebowanie wśród swojego elektoratu na szoł, "antykaczyzm" i po prostu dobrą zabawę, rozrywkę itp, gdyż to dzięki głosom ludzi młodych zdobyli przewagę na PiS. Sam widziałem i poznałem ludzi, którzy sympatyzując z SLD zagłosowali na PO, aby odepchnąć PiS od władzy, a potem oplakatowali sobie ściany plakatami wyborczymi Niesiołowskiego, z utęsknieniem wypatrując wystąpień ukochanego "Niesioła" w TV, nad którymi to potem debatowali przy piwie.

Palikot role "kaczobójcy" świetnie wypełnia, insynuując prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu alkoholizm, czy domagając się zwolnienia ze stanowisk urzędniczych wszystkich osób powołanych na nie w latach 2005-2007. Trudno o lepszy przykład na wyparcie argumentów racjonalnych i ideowych przez medialną "percepcje".

Ciekawy komentarz, potwiedzający moje obserwacje dał Rewident:

(…)Czym zatem jest Palikot i co on symbolizuje?
Po pierwsze, jest promotorem seksualnych igraszek. Koszulki z napisem „jestem gejem, jestem z SLD" to nie wszystko. Osobiście najbardziej doceniam jego występ z gumowym penisem w łapie. Palikot wymachiwał nim bardzo sprawnie i wyglądało to tak, jakby miał w tym dużą wprawę. W drugiej ręce dzierżył pistolet, co oczywiście narzucało oczywiste skojarzenia z seansem sado-maso. Rozumiemy o co chodzi? Kajdanki, pejczyki, spluwa, latex. Mniam, mniam. To jest to o czym prawdziwy wykształciuch może tylko pomarzyć.
Palikot też zna się na interesach. Mistrz iluzji kupił Polmos za pieniądze Polmosu, przepuszczając kaskę przez zagraniczną spółkę. Ktoś już opisał ten schemat dość szczegółowo na S24 (autora przepraszam za wczesną sklerozę). Dlatego nasz kudłaty przyjemniaczek idealnie pasuje do działaczy PO. Tam tez jest dużo trzydziestoletnich milionerów, którzy w „cudowny" sposób dorobili się swoich fortun. Jeden z nich, archetyp peowca, kolega Piskorski, znajduje się dziś w muzeum figur woskowych zwanym Parlamentem Europejskim. Palikot go wyprzedził i udoskonalił metody. Dlatego ma tak wysoką pozycję na salonach i w liberalnych mediach.

Najbardziej zabawne i straszne zarazem w całej tej sytuacji jest to, że jak w soczewce skupia się aktualna polityka PO, której celem obecnie jest bierne zarządzanie państwem, unikanie posunięć kontrowersyjnych, aby nie narazić się pewnym środowiskom, tworzenie atmosfery zbawiania kraju po mrokach "kaczyzmu" i przede wszystkim torowanie drogi prezydenturze Donalda Tuska w 2011 roku.

Aż się prosi o zburzenie błogiego stanu jakimś głośnym skandalem, który mam nadzieje, zburzy poczucie błogości i nieświadomości wobec medialnej manipulacji i kalkulacji obecnie rządzących.