Blog Doktora No

Blog geeka o komiksach, filmie, anime oraz nauce i technice - A Geek's blog about anime, film, sci and tech

“Hernan Cortes i Podbój Meksyku” (wydawnictwo „Ongrys”) i „Skarb Montezumy”

Niedawno na blogu miałem przyjemność pozwolić sobie na nostalgiczną podróż w świat PRLowskiego komiksu, opisują znakomity (mimo wielu wad) komiks Janusza Wróblewskiego “Hernan Cortes i Podbój Meksyku”. Komiks ten niedawno został zremasterowany i wydany przez wydawnictwo „Ongrys” w twardej oprawie, w sam raz dla koneserów klasycznych polskich komiksów.

Co otrzymujemy w owym nowym wydaniu? Przede wszystkim nieporównywalnie lepszą jakość wydruku, dzięki nowoczesnym technikom poligraficznym i wykorzystaniu oryginalnych plansz z rodzinnych zbiorów spadkobierców artysty. Druk jest pozbawiony siermiężnego „ziarna” drukarskiego rastra, a odwzorowanie kolorów i linii jest wierne oryginalnemu tuszowi i pokolorowanym blaudrukom. Zobaczmy zresztą poniżej:

Po lewej wydanie KAW z 1987 roku, po prawej edycja Ongrysu.

A co otrzymujemy „ekstra” obok oryginalnego komiksu? Przede wszystkim artykuł opisujący biografię autorów oraz kulisy powstawania owego dzieła i innych komiksów, wraz z zdjęciami materiałów użytych podczas ich realizacji z archiwum rodzinnego Wróblewskich. Komiks zawiera też jedną scenę wyciętą przez cenzurę KAWu; mianowicie mały panel prezentujący na ręku azteckiego kapłana wycięte konkwistadorowi serce. Najwyraźniej rysunek został uznany za zbyt drastyczny i usunięty z blaudruku.

Jak by tego było mało otrzymujemy też kilka stron na których porównano w.w, komiks z innym komiksem Wróblewskiego; „Skarbem Montezumy” publikowanym jako „pasek” w „Ekspresie Wieczornym” w 1961 roku. Jak widać Konkwista Meksyku była już raz tematem twórczości Wróblewskiego, i to na samym początku jego kariery.

To samo wydawnictwo opublikowało ów „pasek” w kompletnej formie w serii „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego”, który nabyłem w zestawie z albumem „Hernana…” z 1987 roku. Rysunek jest schematyczny i toporny, ubiory i architektura są jeszcze bardziej niezgodne z historią niż w komiksie narysowanym według scenariusza Weinfelda itp. Niemniej widać potężny potencjał który Wróblewski rozwinął w następnych dekadach rysując min. „Kapitana Żbika”.

To wydanie powinno zainteresować przede wszystkim koneserów, jako wkład w historie twórczości artysty , które dużo mówi o jego wczesnej fascynacji tematyką hiszpańskiego kolonializmu. Jest tylko jeden poważny zgrzyt współczesnego wydania: okładkę narysował współczesny artysta naśladujący styl późnego Wróblewskiego. Pozostawia to drobny niesmak, bo ów styl nijak ma się do zawartości… W owym zeszycie jedynym dodatkiem są ilustracje z cyklu „Ukryte litery” publikowane w gazecie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

32 + = 35