Blog Doktora No

Blog geeka o komiksach, filmie, anime oraz nauce i technice.

ZŁE FILMY: „Amerykański Ninja″ (1985)

  • English (United States)
  • Polski

Piwo? Jest!

Chrupki? Są!

A film? Też jest!  :grin:

A jaki? A mianowicie „Amerykański Ninja” wyprodukowany w 1985 roku przez znaną już wcześniej na moim blogu wytwórnie filmową Cannon Films z czasów Golana i Globusa, wyreżyserowany przez  Sama Firstenberga, z Michaelem Dudikoffem w roli głównej, który to film jest pozycją absolutnie obowiązkową dla każdego wielbiciela złych filmów z epoki VHSów, wczesnego Polsatu i innych zużywaczy głowic w magnetowidzie.  :)

Dla wstępu warto przypomnieć że w latach 80-tych zeszłego wieku Amerykanów ogarnęła wyjątkowo kretyńska moda na ninja i ogólnie wschodnie sztuki walki, samurajów, roninów itp. (sparodiowana przez pierwsze wydanie „Wojowniczych Żółwi Ninja” studia Mirage) którym to przypisywano wręcz magiczne właściwości, czego znamiennym przypadkiem były komiksy Franka Millera z tamtego okresu i niezliczone filmy, takie jak omawiany dziś eksponat. :D

Trailer (jeszcze pod roboczym tytułem „American Warrior”):

Zaczynamy. Najpierw ryczy lew z MGM, po czym pojawia się ładne animowane logo wytwórni Cannon Films. Historia zaczyna się pod jakimś budyneczkiem w stylu kolonialnym na Filipinach obstawionym amerykańskimi wojakami, pod którym kilku gości gra sobie w „zośkę”, a jeden taki Dudikoff bawi się nożem „motylkiem”, kompletnie olewając resztę (przepraszam że się wtrącam, ale przez chwilę ta scena zaleciała mi głupimi filmami o amerykańskich licealistach, ewentualnie „Akademią Policyjną”). Po chwili z budyneczku wychodzi jakiś generał wraz z córką i grubym wąsatym sierżantem kopcącym cygaro (nazwijmy go dla jasności Garcia, na pamiątkę grubego sierżanta z „Zorro”), żegnają się, i po chwili konwój okropnie paskudzących powietrze dieslem ciężarówek w takt lekko marszowej muzyczki rusza w podróż, służąc za podkład do napisów początkowych w kolorze ostro kanarkowym, charakterystycznym dla wytwórni Cannon.

I tak sobie jadą przez okolicę, która przypomina nieco Wietnam, tylko bardziej przyjazny, a tu nagle na drodze są jakiejś roboty drogowe, i spychacz tarasujący drogę, i gdzie majster karze się konwojowi zatrzymać.

Aaaaaaaa, po co gadałem o tym Wietnamie…!  :eek: Nagle z krzaków wyłażą uzbrojeni Meksykanie (przynajmniej na takich wyglądają i tak konsekwentnie będę ich nazywał) i rozkazują „ruki wierch!” Amerykańcom.

Dobra, otwieram pierwsze piwo, bo kurcze dlaczego konwoju z bronią nie bronią uzbrojeni żołnierze…?? Co to niby ma być???  8-O  Dopiero co minęło kilka minut projekcji, i już czuć syf taniego kina, gdzie odczuwalny jest odór lenistwa scenarzysty popychającego fabułę najprostszymi chwytami! No ale tym bardziej zaostrza mi to apetyt na ten zły film. :D

Po chwili córeczka generała dostaje w papę od jednego z Meksykanów, co powoduje wkurzenie się Dudikoffa, co owocuje klasycznym motywem kina kopanego, czyli „pięści kontra giwery” zakończone chwilowym zwycięstwem tych pierwszych, gdyż jak powszechnie wiadomo broń palna jest nieskuteczna, zbyt powolna i ogólnie bezużyteczna na polu walki w konfrontacji z mistrzem wschodnich sztuk walki. :P Córka generała tymczasem próbuje uciekać limuzyną ale niestety, kończy się to potwierdzeniem stereotypu o kobietach-kierowcach (ach ci mizoginiczni scenarzyści!) i kontynuacją kopaniny Dudikoffa z Meksykanami.

Ale co to!? Kopanina okazuje się zaraźliwa, i po chwili cały oddział Amerykańców zaczyna kopać uzbrojonych w giwery Meksykanów i zgodnie z w.w. zasadą wygrywają! :D Dudikoff pomaga sobie przy tym śrubokrętem, łomem i kluczem, unieszkodliwiając pod rząd trzech złych facetów. :D

Niestety, radość nie trwa długo, bo o to zza krzaków wyskakują ninja i wykańczają ich wszystkich, mimo iż tamci mają już z powrotem giwery. :P

Pamiętacie, jak mówiłem na początku o durnej modzie na ninja?

W międzyczasie Dudkoff wyswobadza córkę generała z rąk obleśnego Meksykanina, po czym ucieka wraz z nią przez dżunglę (po drodze rozcinając jej spódnicę, i prezentując jej swój nagi, umięśniony tors, bo jak powszechnie wiadomo, bohater złego filmu musi się przypodobać pierwszej dziewczynie którą spotka, tak aby ta go pokochała, a on potem z tej odwzajemnionej miłości obije kilka twarzy).

Generał, po przybywa na pole bitwy, i jest oczywiście wściekły (po drodze Twardy Murzyn uświadamia go o tym, że istnieje coś takiego jak ninjutsu), a międzyczasie Zły Ninja dyskutuje sobie z Głównym Złym o tym jak to zobaczył w akcji prawdziwego AMERYKAŃSKIEGO NINJA tj. Dudikoffa, który odbijał łopatą strzały w czasie lotu, po czym obaj ustalają plan jego natychmiastowej likwidacji.

Córunia z Dudikoffem wracają do bazy, gdzie generał jest wkurzony i chce go postawić przed sądem wojskowym, i gdzie spotyka po drodze Twardego Murzyna który zlewa go tak jak jak reszta wojaków. Przechodzimy, aby nie przedłużyć, do rezydencji Wielkiego Złego handlującego narkotykami, który przed gośćmi chwali się jakiego ma fajnego ogrodnika-Japończyka (…ważna postać…! Wierzcie mi!) i obóz szkoleniowy dla ninja rodem z komiksu, którzy to ninja w kolorowych strojach (hm, ciekawe czy jest to związane z ich rangą?) prezentują swoje umiejętności skręcając sobie karki, co zastanawia mnie, co to będzie gdy zabraknie im rekrutów…?  :|

Przechodzimy z powrotem do baraków US Army, gdzie Twardy Murzyn wyzywa Dudikoffa na pojedynek, zakończony, przewidywalnie, zbiciem czarnej mordy na kwaśne jabłko ciosami i trikami a’la ninja (Takimi jak wymachiwanie wężem ogrodowym i nakładaniem sobie wiadra na głowę. Dzieci, nie róbcie tego w domu!) czym zaskarbia sobie sympatię towarzystwa.

Twardy Murzyn potem ucina sobie pogawędkę z Dudikoffem o możliwej karierze w WWF w Stanach, o Dudikoff wymienia spojrzenia z córką generała, ale to nie znaczenia dla fabuły, większe ma to że lalusiowaty szofer generała chce aby Dudifoff odebrał jego dziewczynę na randkę czy coś takiego, ale okazuje się że to trik córki generała, która chce spotkać się z naszym bohaterem. Czy cokolwiek, co tu napisałem ma sens? Pewnie niewielki, ale właśnie to widać było na ekranie, tak więc to film nie ma większego sensu. :D Ale takie są właśnie uroki złych filmów!  :mrgreen:

I tak jadom, jadom i jadom na motorze, jedzą kolacje przy świecach… Czyli zachowują się tak jak przystało na zakochanych ludzi według złego scenarzysty złego filmu. :P Tj. ona widziała jego nagi tors, czyli to znaczy ona się w nim na pewno zakochała! – pewnie tak pomyślał sobie ów scenarzysta i przeszedł do porządku dziennego nad tym. :P Okazuje się, że w tej samej restauracji przysiaduje sierżant Garcia wraz z Wielkim Złym, którzy razem kombinują coś z przemytem prochów, uzgadniają – kolejny już z rzędu – plan likwidacji Dudikoffa.

Następnego dnia w barakach sierżant Garcia w kiepski sposób naśladuje sierżanta z „Full Metal Jacket” i daje rozkaz Dudikoffowi przewiezienia czegoś tam z pewnego magazynu do pewnego innego magazynu.

Ale ten magazyn to pułapka!  :grin: I Dudikoff efektownie wykańcza jednego ninja po drugim ich własnymi broniami i trikami, wszak jest przecież AMERYKAŃSKIM NINJA.

Wojownicze Żółwie Ninja znakomicie udowodniły, że niezależnie co rzucisz na ninja – czy to broń maszynową, rakiety przeciwpancerne, miotacze ognia, lasery, masery i głowice atomowe – to on, uzbrojony w katanę, nunczako, kije i sztylety sai tak czy siak zawsze wygra!  :mrgreen: 

Po wykończeniu po kolei wszystkich ninja w zasięgu wzroku Dudikoff słyszy jak dwóch Meksykanów kradnie mu ciężarówkę, szybko więc przez dach leci ją odzyskać, po drodze kopiąc jadącego na motorynce jednego Meksykanina, i dając nam popis woltyżerki motocyklowej (wszak jest AMERYKAŃSKIM NINJA!), zakończonej zrobieniem w konia drugiego złego Meksykanina poprzez stary trik poprzez wejście pod podwozie ciężarówki.

Co prawda podróż nie trwa 300 mil do nieba, a tylko do hacjendy Złego chronionej przez wojsko Vietcongu (będę ich tak nazywał, bo noszą charakterystyczne hełmy korkowe). Tamże Wielki Zły dokonuje osobistej inspekcji ładunku przewożonych w ciężarówce Stingerów, po czym Dudikoff ucieka, co alarmuje ninja – i chyba wiemy na co się już zanosi. :D Na kolejną młóckę..!  :mrgreen:

…Albo i nie, bo Dudikoff ucieka dachem, nie kłaniając się kulom wystrzelonym przez Vietkong, sprawnie ucieka, bo te fujary nie umieją strzelać. Na skraju dżungli zaczepia go Ogrodnik, który uświadamia go że jest jego dawnym znajomym.

Niestety przy bazie żandarmeria go aresztuje, bo sierżant Garcia po rozmowie ze Wielkim Złym chce go zlikwidować. Znowu. :P

Drodzy panowie, nie uważacie może, skoro ów AMERYKAŃSKI NINJA co chwila wymiguje się od likwidacji, to może czas najwyższy przemyśleć całą sprawę, i zmienić taktykę? Np. dać sobie spokój?  :mrgreen: Przecież i tak przegracie, bo jesteście czarnymi charakterami w złym filmie!  ;-)

W nocy Zły Ninja przy dźwiękach syntezatorowych akordów keyboarda marki Casio włamuje się do bazy wojskowej US Army wspinając się po drutach, po czym wykańcza efektownie dwóch strażników wojskowego mamra. W ogóle bardzo lubi dramatyczne efekty specjalne i przerost formy nad treścią, bo o to odpala bombę dymną przed drzwiami celi Dudikoffa, wpada z wielkim zamachem, a tam.. nikogo tam nie ma . :D

Kończy się to ukatrupieniem kolejnego strażnika i pojedynkiem na wśród wozów pancernych na bosak i katanę między Złym Ninja a Dudikoffem. Zakończony zwycięstwem tego drugiego.

Dlaczego to wino nazywa się Ninja? Bo powala z znienacka. :D (winka.net)

Po chwili w bazie jest ogłoszony alarm, Dudikoff zaczepia za rogiem Twardego Murzyna i wyjaśnia mu co się stało. A tak poza tym: co to w ogóle za armia? Co to za dyscyplina?? Można tak sobie wziąć jeepa i pojeździć sobie po bazie, i tak po prostu zaparkować przed rezydencją dowódcy??

Po chwili spotykają się w domu generała, ale generał nie wierzy im i nasyła drużynę żandarmów. Wywiązuje się mało istotna scena pościgu na wojskowe jeepy, w czasie której Dudikoff ucieka z sukcesem, a sierżant Garcia wypada z trasy, i ląduje na drzewie ginąc w malowniczej eksplozji (Co oni do tych jeepów ładują, że tak łatwo wybuchają?? Na nitroglicerynie pracują, czy co?) tak że po grubym sierżancie nic nie zostaje i Dudikoff zmyka.

Tymczasem okazuje się że Generał jest w dobrej komitywie z Wielkim Złym, i ucinają sobie nocną pogawędkę, w czasie której wychodzi na to, że kombinuje coś ze sprzedażą owych stingerów jakiejś partyzantce (Talibom?) w zamian za narkotyki czy coś takiego. Domyślam się, że ta cała gadka ma nam pokazać, że generał jest bardzo skomplikowaną, wieloznaczną postacią, która dzielnie odpiera niecne plany Związku Radzieckiego finansując reakcyjne partyzantki w Trzecim Świecie z pomocą handlarzy narkotyków,  (Zaraz, zaraz? To znaczy że tak szlachetny to on nie jest? Zadanie domowe dla czytelnika: napisać wypracowanie na ten ten temat, opisać i uzasadnić.  :mrgreen:  )  z którymi niechętnie współpracuje, co powoduje, że w międzyczasie ninja porywają mu córkę.

Dudikoff pod osłoną nocy penetruję bazę Wielkiego Złego, efektywnie i seryjnie nokautując żołnierzy Vietcongu, spotykając wreszcie Ogrodnika, który okazuje się być jego sensei (a dokładniej japońskim żołnierzem, który przespał koniec wojny), który wychował go jako małą sierotkę w dżungli na adepta sztuki ninjitsu… Po przyspieszonym kursie japońskiej broni białej i medydacji Dudiokoff staje się PRAWDZIWYM AMERYKAŃSKIM NINJA.

Następnego dnia Wielki Zły ubija targu z Kolumbijczykami, co jest akurat nieistotne, bo o to przybywa AMERYKAŃSKI NINJA i rzuca mu wyzwanie, zakończone typową standardową dla złych filmów sceną „ja mam twoją dziewczynę, co mi do cholery jesteś w stanie zrobić”, zakończoną niespieszną kapitulacją Dudikoffa i zbiorową młócką Ogrodnika do spółki z AMERYKAŃSKIM NINJA z innymi ninja, w czasie której okazuje się że owi ninja potrafią się teleportować z miejsca na miejsce, jak w „Star Treku”(!).  8-O

Niestety, Ogrodnik gine, ale o to nadchodzi pomoc w postaci US Army z Twardym Murzynem naśladującym Rambo na jeepie, z towarzyszącą temu kupą eksplozji i rojem kul świdrujących żołnierzy Vietcongu.

W międzyczasie AMERYKAŃSKI NINJA biegnie pomścić śmierć Ogrodnika, ścigając Złego Ninja przez „ścieżkę zdrowia” dla ninja (A po co? Po to żeby pokazać, że jest AMERYKAŃSKIM NINJA!), przy czym Zły Ninja razi go min. ogniem z rękawic (co on, jakimś Magiem Ognia jest, czy co?) czy z lasera z rękawicy (…a mógł mieczem świetlnym…).

Twardy Murzyn kopie się po jajach z jakimś Meksykaninem, w międzyczasie zaczyna się powtórka z w.w. rutyny ze złych filmów („ja mam twoją córkę i co ty…” i wiadomo co dalej) z udziałem generała i Wielkiego Złego, zakończonej postrzeleniem tego pierwszego i szybką ucieczką prywatnym helikopterem tego drugiego. Ale AMERYKAŃSKI NINJA nie odpuszcza, bo po wykończeniu Złego Ninja w sadzawce uczepia się helikoptera, wyrywa córkę generała, i ucieka, a na koniec Twardy Murzyn zadaje ostateczny cios rakietą Stinger, i Dudikoff, kontemplując pole bitwy z dachu pobliskiego budynku, pokazuje nam wszystkim że o to stał się JUŻ NAPRAWDĘ PRAWDZIWYM AMERYKAŃSKIM NINJA.

KONIEC FILMA – i lecą kanarkowe napisy końcowe. A ja idę odnieść butelki po piwie. :D

Jednym zdaniem:

Murowany hit każdej osiedlowej wypożyczalni wideo lat dziewięćdziesiątych zeszłego wieku!

P.S. Wiem wiem, to nie był generał tylko pułkownik, ale tak było zabawniej. :D

2 thoughts on "ZŁE FILMY: „Amerykański Ninja″ (1985)"

  1. Ninja napisał(a):

    Pamiętam jak oglądałem to w podstawówce z kolegami. Amerykański Wojownik miał chyba ze trzy kontynuacje.

    1. Doktor No napisał(a):

      Tak miał, ale nie chce mi się zbyt monotonnie „trzaskać” recenzji sequeli za sequelem tego samego filmu. To by było zbyt monotonne. :)

Comments are closed.