G.I. Joe: czas braku pomysłów?

  • English (United States)
  • Polski

KinomaniakHollywood ma pecha. Od ładnych kilku lat daje się zauważyć wyczerpanie pomysłów i brak oryginalności. Dopuki, doputy można było kręcić sequele to jeszcze nie było tak źle, ale z biegiem czasu trzeba było podjąć jakąś decyzje, aby coś sprzedać. Więc producenci filmowi z Kalifornii skierowali swe oczy na rzeczy znane i lubiane motywy, czyli ekranizowanie komiksów, gier komputerowych, klasycznych kreskówek i… zabawek.

Przykładem na to niech będą "Transformersy", jak i od kilku dni znajdujący się na ekranach film "GI Joe: Czas Kobry". Filmu nie oglądałem (i nie mam zamiaru), ale zaciekawiły mnie reakcje fanów. Trzeba pamiętać, że dla wielu trzydziestoparolatków w USA i na świecie ma bardzo sentymentalny stosunek do zabawek z serii "G.I. Joe" i towarzyszących im kreskówki i komiksów itp, na co na pewno liczyli producenci filmu.

Otóż z tego co mi wiadomo, film wywołał bardzo mieszane odczucia, kto nie wierzy, niech zobaczy na Facebook i Twittera, czy RottenTomatoes.com (gdzie uzyskał ocenę pozytywną na poziomie 39%). Jedni narzekają na to, że nowi G.I.Joe to nie ci sami, którymi bawili się jako dzieci, inni narzekają na sam film jest po prostu nieciekawy, bez "iskry".

Nie zamierzam dyskutować tutaj o samym filmie, ale o tym, dlaczego tylu widzów jest zawiedzionych. Po pierwsze, twórcy filmu nie mogli by wiernie oddać postaci z oryginalnej serii zabawek i kreskówek. Wyobrażacie sobie aktorów poprzebieranych w takie kostiumy? Wyglądali by jak gejowski zespół "Village People"…

G.I.Joe - z lat 80-tych.

(szczególnie ten Indianin po prawej)

Nie wszystko da się przenieść wiernie na duży ekran. A do tego sprawę komplikuje fakt, iż gry komputerowe i zabawki w większości są w samym założeniu kiczowate i sztampowe; nie są bowiem pomyślane o opowiadaniu fabuły, a dostarczaniu zabawy.

Posłużę się przykładem z mojego dzieciństwa; kiedy byłem mały, na swojej Amidze 500 grałem w taką jedną grę, gdzie się latało helikopterem i walczyło się z armią bliskowschodniego dyktatora ucharakteryzowanego na Saddama Husajna.

Gracz tym jednym helikopterem demolował całe dywizje czołgów, niszczył fabryki broni chemicznej i biologicznej, uwalniał więźniów politycznych i jeńców, niszczył wyrzutnie Scudów, łapał agentów i zakorkowywał wycieki ropy naftowej. Mówiąc krótko; kompletna bzdura nie trzymająca się kupy, logiki i zdrowego rozsądku, ale mimo wszystko bardzo zabawna na swój sposób.

A teraz wyobraźcie sobie film fabularny na podstawie tej gry…  Już nie byłby taki przekonywujący i zabawny, prawda…? 

Jeżeli, jak wspominałem wcześniej, gry komputerowe i zabawki są same w sobie kiczowate i na dużym ekranie to razi ze zdwojoną siłą, gdyż wyrobiona publiczność nie chwyta naiwności i uproszczeń. W efekcie filmowe adaptacje gier komputerowych są albo oceniane jako filmy przeciętne albo jako fatalne gnioty, zwłaszcza że producenci zlecają reżyserie rzemieślnikom w stylu Uwe Bolla, definitywnie niwecząc możliwość wykrzesania czegoś wartościowego. Przypomnijmy sobie chociażby pionierskiego "Ulicznego Wojownika" (na podstawie gry "Street Fighter"):

Niezły kicz, co? 

Moim zdaniem dla twórców filmów wyjściem jest albo ucieczka w ironię i autoparodię, albo potraktowanie tematu na poważnie z większą doza realizmu (tak jak to ma miejsce z najnowszymi filmami o Jamesie Bondzie). Co ciekawe, są chlubne wyjątki w ekranizowaniu gier, np. "Silent Hill", ale to dlatego, że gra była przeniesieniem w rzeczywistość wirtualną dobrze ugruntowanego gatunku horroru, zwanego "survival horror", więc przeniesienie na odwrót na duży ekran niewiele zaszkodziło.

Reasumując, trudno nie oprzeć się wrażeniu, aktualne inicjatywy Hollywood to jakieś desperackie próby puszczenia czegoś na ekrany, co jeszcze się nie opatrzyło. Smutna prawda; dobre pomysły są towarem deficytowym, szczególnie w kinie gatunkowym, które musi obracać się w ramach konwencji zrozumiałej dla większości widzów.

Do poczytania:

http://www.rottentomatoes.com/m/gi_joe/

http://screenrant.com/gi-joe-movie-controversy-kofi-20086/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

By submitting this form, you accept the Mollom privacy policy.

:wink: :-| :-x :twisted: :) 8-O :( :roll: :-P :oops: :-o :mrgreen: :lol: :idea: :-D :gb: :evil: :cry: 8) :arrow: :-? :?: :!: