Category Archives: Recenzje filmowe

„Pacific Rim” (krótko).

Pacific_Rim_FilmPoster

Ech, na razie w kinach lekka posucha, w międzyczasie można wybrać się na „Pacific Rim”, który jest fabularnym filmem z gatunku Kanji i Mecha, czyli można go podsumować jako Dzień Niepodległości z robotami i potworami. :) Z jednej strony jest to hołd złożony japońskich filmach animowanych opowiadającej o gigantycznych robotach i ich pilotach ratujących światy i prowadzących wojny, czyli najróżniejsze Giantory, Magaziniery, Gunbustery, Gundamy  (ja osobiście wole te z gatunku „real robot”, jak VOTOMSy :P) i Evangeliony, do których to w kilku miejscach „Pacific Rim” nawiązuje bardzo mocno.

Z drugiej sama nazwa potworów z głębin to hołd dla dziesiątków filmów o Godzilli i innych tego typu potworach, które znamy już od lat 50-tych XX wieku na zachodzie, także z zachodnich filmów tego typu jak „Bestia z głębokości 20.000 sążni” czy „Gorgo”.

Oczywiście jest motyw zagrożenia całej ludzkości, bohaterowie zmagający się z trudną przeszłością i rywalizacją, ale mimo to od czasu do czasu twórcy puszczają perskie oczko do widzą, bo filmu z nawalanką gigantycznych robotów z potworami w stylu filmów o Godzili nie da się w żaden sposób poważnie traktować i jest to wielki plus filmu. :D

Amerykanie mają określenie „camp” (czytaj: nie jest to kicz, ale nie jest to też coś co jest poważne, a za to mocno przerysowane), które świetnie pasuje do tego filmu, dodać trzeba że jest to „camp” dobrze zrobiony i bardziej sensowny od „Transformersów”. :)

W skali dziesięciostopniowej przyznaje mu z czystym sumieniem mocną szóstkę. :) Czyli że gwarantuje dobrą zabawę. :)

Nowy Rok z dokumentem: Adam Curtis i jego krytyka współczesnego społeczeństwa.

Adam_curtis

Święta, święta i po świętach… :razz:   na święta  – wiadomo, filmy w TV, najczęściej powtórki „Kevina samego w domu” puszczane do zemdlenia, durne telenowele, nudne jak flaki z olejem koncerty gwiazdeczek estradki i tym podobne dyrdymały. Zamiast tego postanowiłem nieco dłuższy okres czasu wolnego poświęcić na intelektualną ucztę, jaką były filmy dokumentalne BBC w reżyserii Adama Curtisa (za zdjęciu po prawej. Żródło: Wikimedia). :smile:

Curtis jest brytyjskim twórcą filmów dokumentalnych, o bardzo unikalnym awangardowym stylu, które w swojej tematyce wahają się między historią nauki i techniki, polityką i socjologią, filozofią i etyką będąc przede wszystkim wielowątkową krytyką współczesnego społeczeństwa. Wnioski wynikające z jego filmów nigdy nie są proste i zawsze zmuszają do myślenia, prowokując zarówno zwolenników prawicy jak i lewicy.  :twisted: Continue reading

„Atlas Chmur”

Cloud_Atlas_Poster

Wiele razy na swoim blogu narzekałem na wszechobecny w współczesnym kinie przerost formy nad treścią, prymitywizm i wyczerpanie się wytartych klisz i pustych formuł we współczesnym kinie popularnym, który zresztą nie jest trendem nowym – vide dział „Złe Filmy” – a obecnie ma postać korporacyjnej „estetyki konglomeratu”, sprowadzającej filmy do serii szybkich obrazków bez głębszego znaczenia.

Na szczęście są bardzo chlubne wyjątki, godzące wymagania kina popularnego z bardziej bogatą treścią takie jak wyświetlany w chwili gdy piszę te słowa, w kinach film „Atlas Chmur”, będący adaptacja bestsellerowej powieści fantastycznej Davida Mitchella pod tym samym tytułem z 2004, w reżyserii rodzeństwa Wachowskich (twórców „Matrixa” i „V jak Vendetta”) i i Toma Tykwera („Pachnidło”). Continue reading

„Filmy na cenzurowanym” („This Film is Not Yet Rated”)

Czy w demokratycznym państwie, które szczyci się tym, że wolność słowa ma wpisaną na samym szczycie swej konstytucji, może istnieć cenzura? Jak pokazuje niezależny film dokumentalny „This Film is not yet Rated” w reżyserii Kirbiego Dicka, może, tylko ma postać bardziej subtelną, bo opartą o opartej o system klasyfikacji wiekowej filmów opracowany przez MPAA, amerykańskie stowarzyszenie przemysłu filmowego, przyznawane konkretnym filmom przez działającą w tajemnicy radę, oficjalnie składającą się z reprezentatywnej próbki amerykańskich rodziców.

Ten amerykański system klasyfikacji wiekowej opiera się na skrótach literowych, oznaczających dopuszczalny wiek odbiorców danego obrazu. A więc mamy kategorię G („General Audiences”), czyli bez ograniczeń wiekowych, PG („Parental Guidance”), czyli odpowiednik „za zgodą rodziców” (żółty trójkąt w polskiej TV), PG-13 – to samo co PG ale nie dla młodszych niż 13 lat, R – „Restricted”, czyli nie dla osób poniżej 13 lat, a dla starszych nastolatków tylko pod opieką rodziców, i NC-17 czyli „tylko dla dorosłych” (która zastąpiła symbol „X”, gdyż był powszechnie kojarzony z pornografią).

Trailer:

Continue reading

THX 1138

Reżyser George Lucas, zwany razem ze Spielbergiem „brodatym dzieciakiem”, jest powszechnie postrzegany przez pryzmat „Gwiezdnych Wojen” i Indiany Jonesa, uwadze wielu często umyka, że Lucas swoją karierę filmową zaczynał jako reżyser niezależnych filmów eksperymentalnych, tworzonych w czasie studiów na University of Southern California, gdzie ukończył wydział filmowy. Jego pierwszą etiudą studencką był film krótkometrażowy „01 42 08 To Qualify”, nakręcony na torze wyścigowym: Continue reading

„Syn Rambow”

O brytyjsko-francusko-niemieckim filmie "Syn Rambow" z 2007 roku mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć że jest to film familijny przez duże F – bez ckliwości, sacharynowego sentymentalizmu, skrzywdzonych zwierzątek i motywów torsyjno-fekalistycznych w stylu "tatuś pierwszy raz w życiu zmienia pieluchę", "dziadek zostawił sztuczną szczękę w torcie", jak to bywa w niektórych produkcjach amerykańskich.

Akcja filmu dzieje się w 1982 roku w prowincjonalnej Wielkiej Brytanii. Wtedy to miało miejsce jedno z znaczących wydarzeń w historii popkultury – na ekrany światowych kin wyszedł właśnie film "Rambo – pierwsza krew" z Sylwestrem Stallone w roli głównej, będący jednym z ważniejszych progenitorów nurtu w popkulturze jakim jest szeroko rozumiane tzw. "kino akcji".

Bohaterem filmu jest Will, wrażliwy chłopiec o bujniej wyobraźni, który wychowuje się w bardzo ścisłej prezbiteriańskiej rodzinie gdzie surowe religijne zakazy zabraniają min. oglądania filmów i słuchania muzyki. W międzyczasie do miasteczka przyjeżdża delegacja uczniów z Francji, co powoduje małą rewolucję obyczajową w okolicy.

Drugim bohaterem filmu jest Lee będący całkowitym przeciwieństwem Willa – jego rodzice prowadzą prywatny dom opieki, starszy brat nie daje mu spokoju i traktuje jak służącego, a on sam pali papierosy i okrada pensjonariuszy z oszczędności, w szkole nauczyciele nie są w stanie z nim wytrzymać, a poza tym ukradkiem nagrywa dla brata kamerą wideo filmy lecące w kinach. Obaj chłopcy spotykają się przypadkowo na korytarzu szkoły (Lee – wyrzucony za karę z klasy, Will – z powodu religijnego zakazu oglądania filmu dokumentalnego na zajęciach), po czym udają się do domu Lee. Tam przypakowo Will ogląda film "Rambo – Pierwszą Krew" w czasie kopiowania pirackiego nagrania na VHSie, który jest pierwszym filmem obejrzanym w życiu.

To wywołuje u niego szok, połączony z rozbudzeniem tłumionej przez ścisłe zasady rodzinnego domu wyobraźni (dla której dotychczasowym ujściem były rysunki na kartach Biblii i na ścianach szkolnej toalety), w której to zaczyna wyobrażać sobie, że jest synem Rambo. Wraz z Lee postanawia nakręcić własną wersje filmu Stallone’a pt. "Syn Rambow", którego bohater (grany entuzjastycznie przez Willa) musi uwolnić Johna Rambo z niewoli stracha na wróble i strzelającego psa na motolotni… Realizacja owego "wielkopomnego" dzieła przebiega nie bez komplikacji, nie tylko natury techniczno-organizacyjnej (z którymi to chłopcy radzą sobie w bardzo pomysłowy i często niebezpieczny i uciążliwy dla otoczenia sposób, min. kręcąc w ruinach starej elektrowni, czy podkradając makietę psa z pobliskiego supermarketu), ale też z powodu kolidowania z rygorystycznymi wartościami rodzinnymi Willa. Z czasem do "ekipy filmowej" dołącza francuski uczeń-pozer (grany przez wnuka Stanleya Kubricka, Sama Kubrick-Finneya) z wymiany uczniowskiej i jego miejscowi naśladowcy – produkcja nabiera więc rozmachu i tempa, co nie jest równoznaczne z jej powodzeniem…

"Syn Rambow" jest nakręcony zgodnie ze stylistyką ówczesnego kina, czyli bez nadmiernego kombinowania z kątami kamery i kolorystyką. Ciekawym artystycznie dodatkiem są animowane i przetworzone komputerem sceny będące odzwierciedleniem wyobraźni małego chłopca. Rodzicom pewnie nie raz zrobi się słabo na widok mało rozsądnych wyczynów kaskaderskich chłopców – tego też względu jest raczej dozwolony "od lat dwunastu".  Ciekawe jest to, że sam Sylwester Stallone osobiście wypowiedział się bardzo ciepło o tym filmie, który, na marginesie, zawiera wmontowane urywki z "Pierwszej Krwi".

Podsumowując "Syn Rambow" jest ciepłą i miejscami raz zabawną raz dramatyczną opowieścią o dorastaniu, i o tym jak ważne jest przebaczenie i przyjaźń, oraz że w życiu trzeba szukać sposobu na wyrażenie samego siebie. Plus jest to dla widza nostalgiczna wyprawa w przeszłość (wcale przecież tak nie odległą!) gdy nie było jeszcze Internetu, królowały media analogowe, w popkulturze pojawiały się świeże zjawiska jak właśnie wspomniane na początku "kino akcji" i "kino wielkiej przygody", a życie toczyło się wolniejszym tempem niż obecnie.

Na marginesie: pokazany na filmie wyczyn małych chłopców nie jest tak do końca fikcyjny, gdyż twórcy obrazu (Garth Jennings i Nick Goldsmith, znani z   filmowej adaptacji "Autostopem przez galaktykę") inspirowali się swoimi własnymi eksperymentami z VHSem z dzieciństwa, a swego czasu grupa dzieciaków w USA z powodzeniem poświęciła całe swoje dzieciństwo na zrobienie reamak’eu "Poszukiwaczy Zaginionej Arki".

„Elitarni”

Dzisiaj zajmiemy się kinematografią brazylijską, a dokładnie reżyserem José Padilhą, którego film "Elitarni 2" okazali się wielkim hitem w tym kraju, a sam reżyser zabiera się właśnie w Hollywood za reżyserię remake’u "Robocopa" (sic!). Z tego też względu warto przypomnieć sobie pierwszy film o tytułowej elitarnej jednostce brazylijskiej policji, nagrodzony Złotym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie w 2008 roku.

Akcja rozgrywa się w 1997 roku, krótko przed wizytą papieża Jana Pawła II w Rio de Janerio, co motywuje policję do "oczyszczenia" slumsów z handlarzy narkotyków. Narratorem opowieści jest oficer jednostki specjalnej żandarmerii (BOPE), kapitan Nascimento. Narracja w pierwszej części filmu przebiega w formie retrospekcji, w której kapitan opowiada o dwóch młodych, idealistycznych żandarmach świeżo po akademii, Neto i André, skonfrontowanych z korupcją i brutalnymi realiami slumsów Rio – słynnych faweli.

Nascimento upatruje w nich swoich godnych następców, gdyż "wojna" – jak trafnie określa swoją służbę – zaczyna ujemnie odbijać się na jego zdrowiu i życiu rodzinnym, i w związku z tym chce zrezygnować ze służby. Na pozór "Elitarni" jest to tylko kino akcji, ale głębiej widać, że jest to przewrotny dramat społeczny, nie pozostawiający suchej nitki na brazylijskim społeczeństwie i jego instytucjach (na marginesie: Padilha poruszał już wcześniej tematykę społeczną w swoim debiutanckim dokumencie "Bus 174")

Przede wszystkim dostaje się policji, która jest pokazana jako wyjątkowo skorumpowana i zdemoralizowana instytucja, w której nikogo nie dziwi kupowanie u przełożonych urlopów, wymuszanie przez funkcjonariuszy haraczów od obywateli, handel "na lewo" częściami zamiennymi do radiowozów oraz pobieranie "wypłat" od gangsterów.

Z kolei bandyci z faweli to wyjątkowi degeneraci, od policjantów różni ich tylko to że wybrali sobie gang na miejsce "pracy". Handlarze narkotyków rządzą slumsami jak własnymi królestwami, gdzie za cień podejrzenia o współpracę z policją grozi egzekucja przez spalenie żywcem, a bandyci dysponują bronią wojskową, i od czasu do czasu urządzają imprezy dla mieszkańców fawel, by pokazać że są po części Robin Hoodami, co nie powinno dziwić ze względu na ekstremalną nędzę panującą w slumsach.

Dostaje się też studentom z "dobrych rodzin", którzy z jednej strony sobie debatują o tym jak to policja działa represyjnie względem społeczeństwa, a z drugiej popalają sobie "trawkę" kupioną u gangsterów i nawet jeszcze wchodzą z nimi w znajomości, co z czasem kończy się tragicznie.

Fot. Alexandre de Souza

BOPE, czyli "Batalhão de Operações Policiais Especiais", istnieje naprawdę, i jest specjalną jednostką brazylijskiej żandarmerii przeznaczona do typowych zadań antyterrorystycznych, a także (a nawet przede wszystkim) do prowadzenia walki z przestępcami ukrywającymi się w fawelach. Film powstał na podstawie książki brazylijskiego socjologa Luiza Eduardo Soaresa, współredagowanej przez oficerów tej formacji, mjr. André Batisty i kpt. Rodrigo Pimentela. Ostatnio, w czasie zeszłorocznego kryzysu w slumsach Rio de Janerio, można było w telewizyjnych wiadomościach zobaczyć ubranych na czarno funkcjonariuszy tej jednostki, wraz z charakterystycznym jej godłem – "nożem w czaszce" – widocznym na burtach ich pojazdów i mundurach.

Na filmie przedstawiono mordercze szkolenie na mokradłach, gdzie żandarmów uczy się nie tyle tężyzny fizycznej i hartu ducha, co przede wszystkim selekcjonuje się ich tak, aby do jednostki trafili tylko ci, których nie da się skorumpować. Sama ceremonia inauguracji szkolenia rekrutów, w świetle płonących pochodni, przypomina inicjację w jakimś bractwie lub sekcie, a w skład szkolenia wchodzi min. jedzenie prosto z ziemi i nauka słowa "strategia" w różnych językach. Ci, którzy nie są w stanie tego wytrzymać i są odrzuceni, muszą na pożegnanie wykopać w obozie szkoleniowym swój symboliczny grób. Jeśli wierzyć narratorowi filmu, "nawet w armii Izraela nie ma tak rygorystycznego treningu".

Żandarmi BOPE są niezwykle brutalni, w porównaniu z nimi Brudny Harry to liberał: strzelają bez ostrzeżenia, grożą bronią, biją i nie stronią od tortur. Są przy tym niesamowicie skuteczni i stanowią jasny punkt na tle wszechobecnej korupcji. Przesłanie jest więc niezwykle przewrotne i niepokojące: porządek w skorumpowanym społeczeństwie można przywrócić tylko brutalną siłą "nietykalnych" działających na granicy prawa.

Film nie wytyka pretensjonalnie palcami odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, ograniczając się do pokazania pewnej sytuacji, zostawiając resztę widzowi. Dla kontekstu warto obejrzeć dodatkowo wcześniej wspomniany dokument "Bus 174" czy liczne reportaże min. na brytyjskiej telewizji Channel 4, poświęcone sytuacji w fawelach. Wypada też dodać, że Brazylia znana jest z wysokich dysproporcji majątkowych w swoim społeczeństwie.

Film nie wyróżnia się niczym szczególnym jeśli chodzi o jakość wykonania, jest po prostu solidną porcją bardzo "mocnego" kina, wzorowaną na Hollywood, przy jednoczesnym zachowaniu specyfiki miejsca w którym powstał, a o jego sile decyduje przede wszystkim tematyka i szokujący naturalizm. Niewysoki budżet zrekompensowano ujęciami pseudodokumentalnymi i kręceniem w zdjęć w nocy w naturalnych plenerach, co dodatkowo wzmacnia klimat wielkiej latynoskiej metropolii skrywającej wstydliwe i brutalne sekrety pod powierzchownością słynnych plaż i dorocznych karnawałów.  

Tak swoją drogą, zastanawia mnie jedno: w Ameryce filmowcy kombinują ile mogą aby tworzyć dystopijne wizje przyszłości w filmie, a tym czasem wystarczy zobaczyć jak sprawy się mają w Ameryce Południowej by mieć pomysły prosto z życia wzięte – tym bardziej że pod pewnymi względami USA coraz bardziej przypominają kraje Ameryki Łacińskiej. Z tego też względu, a także wymowy i stylu dotychczasowych dzieł Padilhy, trzymam kciuki za nowego "Robocopa" w jego reżyserii, gdyż mocnym punktem pierwowzoru była satyra społeczna.