Blog Doktora No

Blog geeka o komiksach, filmie, anime oraz nauce i technice.

„Atlas Chmur”

  • English (United States)
  • Polski

Cloud_Atlas_Poster

Wiele razy na swoim blogu narzekałem na wszechobecny w współczesnym kinie przerost formy nad treścią, prymitywizm i wyczerpanie się wytartych klisz i pustych formuł we współczesnym kinie popularnym, który zresztą nie jest trendem nowym – vide dział „Złe Filmy” – a obecnie ma postać korporacyjnej „estetyki konglomeratu”, sprowadzającej filmy do serii szybkich obrazków bez głębszego znaczenia.

Na szczęście są bardzo chlubne wyjątki, godzące wymagania kina popularnego z bardziej bogatą treścią takie jak wyświetlany w chwili gdy piszę te słowa, w kinach film „Atlas Chmur”, będący adaptacja bestsellerowej powieści fantastycznej Davida Mitchella pod tym samym tytułem z 2004, w reżyserii rodzeństwa Wachowskich (twórców „Matrixa” i „V jak Vendetta”) i i Toma Tykwera („Pachnidło”).„Atlas Chmur” składa się z sześciu pozornie niezwiązanych nowelek filmowych z pozornie niezwiązanymi postaciami i wątkami, które to są przeplatane między sobą w po to, aby zwrócić uwagę widza na pewne prawidłowości losów ludzkich w różnych epokach historycznych, do którego fantastycznym pretekstem jest wątek reinkarnacji.

I tak mamy następujące nowele:

  • W 1849 roku Adam Ewing, amerykański prawnik, podróżuje przez Ocean Spokojny przenosząc kontrakt między właścicielami plantacji, na których pracują niewolnicy, zapadając na ciężką chorobę tropikalną z której leczy go podejrzany lekarz.
  • W 1932 roku Robert Frobisher, awangardowy brytyjski kompozytor-homoseksualista popełnia samobójstwo po ukończeniu swego arcydzieła (symfonii „Atlas Chmur na sekstet”), przeżywając męki twórcze w społeczeństwie nieakceptującym jego odmienności.
  • W 1972 roku w San Francisco Luisa Ray, dziennikarka brukowca, trafia na trop afery związanej z bezpieczeństwem miejscowego reaktora atomowego
  • W 2012 roku Timothy Cavendish, sędziwy literat i wydawca literatury z Londynu ukrywa się przed gangsterami w prywatnym domu starców, który to bardziej przypomina więzienie, niż dom spokojnej starości.
  • W 2144 roku w totalitarnym, dystopijnym Nowym Seulu buntuje się przeciw systemowi sklonowana dziewczyna nazywana „Sonnmi-451”, służąca wraz z innymi klonami w barze szybkiej obsługi.
  • W dalekiej, bliżej nieokreślonej, postapokaliptycznej przyszłości („109 wiosen po Upadku”), Zachariasz i inni ludzie z jego plemienia, mieszkający w prymitywnych warunkach na wyspie na Pacyfiku, żyją w strachu przed kanibalami i złymi duchami.

Każda z nich jest opowiedziana w innym stylu, i tak wątek z XIX wieku jest rozwinięty w formie filmu kostiumowego z motywami marynistycznymi. Losy kompozytora Frobishera są przedstawione w manierze typowego filmu biograficznego o wielkich artystach. Przygody Luisy Ray przypominają typowy film akcji z lat siedemdziesiątych zeszłego wieku, z lekką domieszką „blacksploitation”. Niefortunne przygody Cavendisha czerpią pełną garścią z tradycji brytyjskiej czarnej komedii (i są przy tym autentycznie zabawne). W Nowym Seulu akcja jest superszybka i futurystyczna, na podobieństwo „Matrixa”. A na zrujnowanych postapokaliptycznych Hawajach, dla odmiany, historia rozgrywa się jak typowe widowisko fantasy.

Ten patchwork gatunków i stylów ożywiają aktorzy, tacy jak Tom Hanks, Halle Berry, Jim Broadbent, Hugo Weaving, Jim Sturgess, Doona Bae, Ben Whishaw, James D’Arcy, Zhou Xun, Keith David, Susan Sarandon i Hugh Grant – wymieniam ich tu jednym tchem, gdyż film ustawia ich w różnych kombinacjach w każdym z wątków, w różnych rolach i stylach, pod twarzami odmienionymi nie do poznania przez grafikę komputerową i makijaż. Warto zajrzeć na Wikipedię, gdzie jest tabelka rozpisująca role poszczególnych aktorów w poszczególnych wątkach, aby mieć pełne rozeznanie w tej imponującej permutacji ról filmowych.

Mimo gwałtowności niektórych scen film olśniewa lirycznym nastrojem towarzyszącemu kilkusetletniej walce o wolność i sprawiedliwość. Zaznaczyć należy, że odczytywanie dosłowne motywu reinkarnacji prowadzi donikąd, bo film jest tak naprawdę jedną wielką wielką afirmacją kultury i sztuki jako nośników wartości nieprzemijających, które unieśmiertelniają twórców, i zapładniają umysły w następujących epokach.gdyż wolność musi być odkrywana na nowo w różnym czasie i różnym kontekście, a nośnikiem jej jest sztuka i kultura, dzięki czemu ludzkość nie jest skazana na powtarzanie starych błędów.

Przeciwstawione jest to powierzchownym modom, konsemeryzmowi, mieszczańskiemu konformizmowi, i reakcjonizmowi przysłaniającemu zwykłą rządzę zysku, odpowiednio reprezentowanymi przez promocje książki napisanej przez gangstera pt.”W Ryj” w współczesnym Londynie, skretyniałych Konsumentów z Nowego Seulu, londyńskich mieszczan zamykających seniorów w domach starców i właścicieli niewolników gadających coś o „odwiecznym, nieprzemijającym porządku rzeczy”.

„Atlas Chmur” to wielki tryumf niezależnej od głównego nurtu Hollywood kinematografii, będący jednym z najdroższych filmów tego typu w historii (produkcja kosztowała 100 milionów dolarów amerykańskich). Formalnie nakręcony min. Niemczech, Szkocji, i na Majorce przez X-Filme Creative Pool, Anarchos Production (firma Larrego Wachowskiego) i specjalnie powołane do jego produkcji studio Cloud Atlas Production, z wykorzystaniem niemieckich funduszy rządowych na rozwój kultury i ze źródeł prywatnych.

Oczywiście „estetyka konglomeratu” z Hollywood musiała przepuścić kontratak, w postaci umieszczenia „Atlasu Chmur” na pierwszym miejscu najgorszych filmów 2012 roku (sic!) magazynu „Time”…  :roll: (a tu celna kontra  :mrgreen:  ). Sami krytycy (amerykańscy, co warto podkreślić, bo film ma „europejski” charakter, i to niekoniecznie ze względu na kraj pochodzenia, gdyż odbiega stylistycznie od megaproducji z Hollywood) byli mocno podzieleni, ale faktem jest, że serwis Rotten Tomatoes wystawił zagregowaną ocenę na poziomie 75% „świeżości” od publiczności.

Z tego względu wielbicielom „Transformersów” i taśmowo produkowanych superprodukcyjniaków o komiksowych superbohaterach radzę dwa razy namyśleć się przed obejrzeniem „Atlasu Chmur”, bo może  ich męczyć i irytować, a pozostałych miłośników kina zapraszam gorąco do oglądania, bo będzie to dla nich niezapomniana uczta filmowa pozostawiająca na długo emocjonalną i estetyczną satysfakcje.