Tag Archives: teorie spiskowe

Chemtrails – śmierć z jasnego nieba.

Gdyby ktoś skonstruował autentyczny miernik bzdur, to ów przyrząd trzeba by było regularnie rekalibrować – życie dostarcza nam co chwila dowodów, że ludzie potrafią uwierzyć w najbardziej absurdalne rzeczy pod słońcem. Na przykład w to, że karty do gry „Iluminatus” zawierają plan prawdziwego światowego spisku.

Ostatnio, dzięki blogowi Dehylator.wordpress.com, dostałem cynk o tym, że na świeżo postawionym prawicowym portalu Nowyekran.pl podrzucono film z wykładu pt. „Tajemnice Historia Skażenie Powietrza Chemtrails” (zachowując pisownie oryginalną widoczną na pierwszym slajdzie):


Sam wykład jest straszno-śmieszny, i nie pomaga mu ani kiepska jakość obrazu i dźwięku, ani zainteresowanie kamerzysty baraszkującym w sali pieskiem.

Na początku główny prelegent, doktor Jaśkowski, straszy słuchaczy bombą atomową, ale gwoździem programu jest wykład, o tym że smugi kondensacyjne z samolotów to tak naprawdę światowy spisek mający na celu wytrucie ludzkości i/lub kontrole klimatu poprzez rozpylanie z samolotów chemikaliów. Do tego dorzuca spisek polegający na sadzeniu genetycznie zmodyfikowanych rośliny, które mogą niby rosnąć na umyślnie zatrutej glebie. Wszystko to oczywiście spisek wielkich koncernów i rządów. Serio.

Chwila, moment. Pomyślmy o tym przez chwilę… Niezbadane są mroczne zakątki ludzkiej duszy, która uwierzy w największy bzdet. Oto powszechnie występujące zjawisko fizyczne, związane z kondensacją pary wodnej w atmosferze w wyniku kontaktu z gorącymi spalinami z silników, urasta do efektu światowego spisku, który miałby polegać na tym że do każdego samolotu pasażerskiego itp. przymocowano dysze rozpryskujące trujące ludzi chemikalia (min. aluminium). Oczywiście, według spiskologów, każdy samolot ma zapas owych chemikaliów na pokładzie, który trzeba by było uzupełniać, w związku z tym w spisku uczestniczą wszystkie lotniska i linie lotnicze na świecie. Jak każdy spisek, ten jest tak doskonały, że nikt o tym nie wie, bo idealne spiski to takie, o których nic nikomu nie wiadomo, a jak nie ma dowodów, to znaczy że zmyślnie je zamaskowano.

„OLABOGA! TRUCIZNE NA LUDZI PRYSKAJOM!!1” (Fot: Fir0002/Flagstaffotos na licencji GFDL)

Durnota tej teorii spiskowej jest łatwa do wykazania i to nie tylko na gruncie fizyki (chociażby z tego względu, że rozpryskiwanie czegokolwiek na dużej wysokości jest bez sensu, ze względu na wiatr, temperaturę itp.) czy zdrowego rozsądku (po co miano by to robić?), ale po prostu widać oczywistą ignorancje i manipulacje, objawiającą się np. doszukiwaniem się rzekomych spryskiwaczy wśród aparatury pokładowej (np. rurki Pitota) nie mówiąc o tym że za dowody wskazuje się pierwsze lepsze zdjęcia dysz w samolotach strażackich, urządzeń do zrzutu paliwa czy do tankowania w powietrzu. Jak to zwykle bywa, na zwrócenie uwagi na powyższe spiskolodzy natychmiast zaczynają mówić o tym, że w zasadzie nie każda smuga kondensacyjna to oprysk chemiczny i zaczynają dywagować nad tym, jak odróżnić tą właściwą od niewłaściwej…

Wszystko to przypomina pseudonaukę: jej cechą jest ostentacyjne lekceważenie dorobku „oficjalnej” nauki, oraz – najważniejsze – samopotwierdzanie przyjętej z góry tezy, min. poprzez wybiórcze wybieranie faktów lub wręcz manipulacje, a także blokadę falsyfikowania postawionej tezy.

Kim jest doktor Jerzy Jaśkowski? Otóż pan doktor działa w gdańskim Franciszkańskim Ruch Ekologiczny, Charytatywny, Historyczny (pisownia oryginalna) w skrócie „FRECH”, i jest człowiekiem, który w czasie swej wieloletniej działalności straszył swoich słuchaczy min. aluminium w garnkach (alzheimer), fluorem (trucie), mlekiem UHT (osteroporoza) i szczepionkami (zło absolutne, wielki spisek), przy czym jego wiedza w tej dziedzinie jest, mówiąc brutalnie, dyskusyjna, a pisane przez niego artykuły to sterty bzdur, pełne przeinaczeń i manipulacji, połączone z „ideolo” typowym dla skrajnej prawicy.  Innym razem (1990 rok) tak nastraszył bzdurami nt. promieniowania jonizującego, że Polskie Towarzystwo Fizyki Medycznej wydało oficjalne oświadczenie na ten temat. Pan doktor, w okresie świńskiej grypy, wystąpił nawet w TVP Info – nie jest to więc osoba całkowicie poza nawiasem mainstreamu:

Rekordem bzdetu pana doktora jest przeświadczenie o tym, że góry lodowe są topione przez rosyjskie i amerykańskie okręty podwodne i że w związku z tym nie ma żadnego efektu cieplarnianego:

Polecam całą masę linków i cytatów na „Blog De Bart” („sznurki” są na końcu – przy okazji pozdrawiam autora) na temat poglądów doktora Jaśkowskiego o min. teorii ewolucji, którą uważa za spisek Żydów. Tego wszystkiego nie zmyślam – pan Jaśkowski wszystko powyższe firmuje swoim nazwiskiem, co można zobaczyć na stronie FRECHu i innych zakamarkach Internetu.

Wracając do tematu: tego typu teoryjki są oczywistym importem z Ameryki, a jak wiadomo bezkrytyczne kopiowanie wszystkiego co amerykańskie jest naszą narodową domeną. W USA istnieje wystarczająco dużo dziwaków, co w połączeniu z powszechnością Internetu łatwo sprzyja rozpowszechnianiu się różnych bzdur, przy czym dodać należy do tego specyficzne uwarunkowania tamtejszego społeczeństwa sprzyjające paranoi i łatwowierności, nie mówiąc o niepokojącym trendzie eskalacji agresywnej retoryki w głównym nurcie. Przykładem na teorie spiskowe obecne w mainstreamie niech będą tezy o tym, że prezydent Barrack Obama jest kryptomuzułmaninem ze sfałszowanym aktem urodzenia.  Tak jak w przypadku chemtraili i teorii spiskowych o 11 Września, wszystko to jest bezkrytyczne przypisywane polskie blogaski polityczne, głównie o  orientacji prawicowej i tzw. „wolnościowej” (czytaj: UPR).

Amerykański plakat propagandowy z lat 50/60-tych XX w. ostrzegający przed szczepionkami na polio, fluoryzacją wody i „higieną psychiczną” (sic!) (Źródło: Wikimedia Commons).

Na polskim podwórku można pokazać przykład bloga grypa666 na wordpress.com, szeroko cytowanegy w różnych zakątkach Internetu, który w okresie pandemii świńskiej grypy był wręcz kwintesencją paranoi na temat rzekomych spisków w temacie szczepień przeciw niej. Teraz gdy ta grypa przyklapła, widać że ten blogasek to po prostu paranoidalny, skrajnie prawicowy, antysemicki zsyp, linkujący min. do stron Davida Duke’a, b. Wielkiego Maga Ku-Klux Klanu…

Trudno oczekiwać, że takie rzeczy będą powszechnie traktowane poważnie. Może więc z tego powodu nie warto się tym przejmować? Ale przecież bliżej zdroworozsądkowego centrum widać, jak przez Internet nakręca się paranoję, i nie jest to już nic nieistotnego.

Mówiąc wprost, ostatnia histeria fanatycznych zwolenników PiSu po tej katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku, oraz późniejsze wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu są rezultatem min. rozpuszczania spiskowych teorii popadających w fantastykę, pomieszanymi ze śmiertelnie poważnym mówieniem otwartym tekstem największych oczywistych bzdur (min. hipoteza „dwóch Tupolewów”, „inscenizacja katastrofy” czy „sztuczna mgła”, „analiza” słynnego filmu 1.24, „zamach” itp.) przez poczytnych bloggerów prawicowych (min. na portalu Salon24.pl) i media pokroju „Gazety Polskiej” i „Naszego Dziennika”. Wszystko to przebiega w myśl schematu opisanego powyżej: mamy postawioną tezę i obsesyjne jej trzymanie się w procesie samopotwierdzania. Pisałem zresztą o tym wcześniej i nie chce mi się pisać o tym raz jeszcze.

Dlaczego nie napalm?

Do poczytania:

Blog De Bart: Doktor Jaśkowski, autorytet (1)

Blog De Bart: Doktor Jaśkowski, autorytet (2)

Blog De Bart: Chemtrails: śmierć spadająca z niebios

Globalny Śmietnik: Samochód na wodę. 

Globalny Śmietnik: Samochód na wodę – zamknięcie tematu.

Foreign Policy: A Very American Conspiracy Theory

Trzęsienie ziemi w Polsce

Najpierw jest trzęsienie ziemi. A potem napięcie wzrasta – podobno powiedział kiedyś mistrz suspensu Alfred Hitchcock. Tragedia w Smoleńsku jest właśnie takim trzęsieniem ziemi dla nas wszystkich. Ale to dopiero początek.

W jakim kierunku pójdą sprawy? Przypomina mi się dialog z "Parku Jurajskiego", gdzie jeden z bohaterów, matematyk, wyjaśnia teorię chaosu na prostym przykładzie kropli spływającej po zewnętrznej stronie dłoni w kierunku totalnie przypadkowym.

Konsekwencje dla naszej sceny politycznej, w szczególności dla PiS, są w tym momencie determinowane przez przypadek.

Jak zauważył Przemysław Mandela, ta tragedia to egzamin dojrzałości dla nas wszystkich pod każdym względem, która moim zdaniem objawia się rozsądnym zachowaniem w niespodziewanej sytuacji.

Test dojrzałości dla debaty publicznej i mediów.

Może odrobimy teraz szybko lekcje poprawności debaty publicznych. Nie można sprowadzać dyskusji do ataków osobistych, demonstracyjnego picia "małpek", akcentów klozetowych ("prezydent przysiadywał w toalecie", "trup na wrotkach"), drwin w stylu "jaka wizyta, taki zamach" itp. Media były prezydentowi nieprzychylne, nawet w doborze zdjęć i fotografii na strony gazet i strony internetowe, nie mówiąc o złośliwych dowcipach i pogwarkach w radio i telewizji.

I nagle, po straszliwej tragedii, okazuje się, że "nagle" Lech Kaczyński był po prostu normalnym człowiekiem.

Ludzie to widzą. I starzy i młodzi i także ci ci co nie interesują się polityką. Widzą tych samych ludzi, co wcześniej straszyli polskim Putinem, "kartoflem", mściwym "przykurczem" itp. co teraz łączą wyrazy współczucia, i prześcigają się w kondolencjach i refleksjach. I nie ma co się dziwić potem, że Monika Olejnik zostaje zrugana gdy próbowała zapalić znicz przed Pałacem Prezydenckim. Na własne oczy widziałem i słyszałem dyskusje w stylu "oj, jak żył to wszyscy tak go mocno krytykowali, a teraz go doceniają".

Przy tym nie twierdze, że nie ma przykładów autentycznego "nawrócenia". Po prostu nie chce mi się wierzyć w autentyczność i trwałość takowego u wszystkich tych, co jeszcze niedawno gardzili Lechem Kaczyńskim.
 

Ale kiedy minie żałoba narodowa, gdy ofiary zostaną pochowane, znowu wrócimy do bierzączki. I znowu będziemy mieli nawalankę. Nie mam bowiem złudzeń co do poziomu debaty publicznej i klasy politycznej w naszym kraju.

Po 11 Września wszyscy współczuli Amerykanom. Dwa lata potem większość świata znienawidziła Amerykanów za wojnę w Iraku – to tak dla wyrazistego przykładu, pokazującego że gdy upływa czas, ludzie wracają do porządku dziennego po tragedii. 

-Co to takiego?
 -Zapomniałem…

Pierwsze sygnały powrotu do "zimnej wojny domowej" już widać w postaci protestów przeciwko złożeniu pary prezydenckiej do krypty na Wawelu.

Test dojrzałości dla PO

Mam nadzieje, że Palikot czy Niesiołowski czują choć odrobinę wstydu. Przecież to PO nakręcało ich ustami język debaty nastawiony na pokrętne insynuacje, deprecjonowanie osoby i urzędu itp. Ale, mam duże wątpliwości – z historii wiemy na pewno, że ludzie są nie uczą z niej.

PO ma teraz to co chciało mieć od dawna czyli pełnie władzy. Nie ma już prezydenta, który rzekomo blokował inicjatywy rządu wetowaniem ustaw. Widać niestety, że stare nawyki szybko wracają: dopiero co zwolniono szefa PISM, i są przecieki, że trwają poszukiwania w kancelarii prezydenta słynnego aneksu do raportu o rozwiązaniu WSI.

Pokus przed PO jest całe mrowie: zwolnione jest stanowisku prezesa NBP i IPN, a jak wiemy wobec tych dwóch instytucji Platforma miała swoje plany.

Kampania prezydencka będzie bardzo smutna, jako że prowadzona w cieniu tragedii. PO może narazić się zarzuty, że prowadzi politykę i kampanię "po trupach" w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Test dojrzałości dla PiS

Nie mogę sobie wyobrazić, jak Jarosław mógł by prowadzić dalej partię po tak straszliwej stracie swojego brata Lecha. Sytuacja w której znajduje się PiS przypomina wspomnianą wcześniej teorię chaosu; teraz wszystko może się zdarzyć. 

Z jednej strony śmierć prezydenta Kaczyńskiego może stać się czymś w rodzaju mitu, na podobieństwo do zabójstwa prezydenta Johna F. Kennediego. Dla lewicy amerykańskiej stał się on symbolem niespełnionych nadziei, ucieleśnieniem amerykańskich demokratyczno-liberalnych wartości, kojarzonym z wizją podboju Kosmosu, silnym państwem i rozsądną dyplomacją, w opozycji do Lyndona Johnsona, Wietnamu, Richarda Nixona i Watergate. Słyszałem komentarze, że jednym ze źródeł sukcesu Barracka Obamy była próba kapitalizowania tego mitu, podobnie jak u innych kandydatów na prezydenta USA z ramienia Demokratów.

Oczywiście z drugiej strony, bałagan, dezorganizacja i kryzys przywództwa są jak najbardziej realne, podobnie jak rozpad PiS. Ta partia straciła najważniejszego kandydata na prezydenta i czołowych posłów.
 

Test dojrzałości dla blogosfery

Niestety, mam tu mam bardzo złe przeczucia. Kiedy widzę co się dzieje na blogach i komentarzach, to włosy mi dęba stają.

Tak czy siak, niezależnie od ustaleń komisji, są w niej ludzie co już znają prawdę o tragedii. To tak jak z 11 Września: zwolennicy spiskowych teorii też znają swoją prawdę, i nie ma sensu z nimi dyskutować. Obawiam się że w przypadku naszej tragedii będzie podobnie: ci co wierzą że Kaczyńskiego zamordowali Rosjanie, nie uwierzą w żadną wersje odmienną od ich poglądu. Niezależnie od wyników badań.

Teraz każdy wyrażający sprzeciw wobec tych teorii będzie traktowany jako rosyjski agent, zdrajca narodu itp. Sądząc o tym że że za wersją spiskową bez dowodów opowiadają się prominentni bloggerzy, zdaje sobie sprawę że tymi słowami skazuję się na wykluczenie w środowisku.

Nie uważam Rosjan za w 100% wiarygodnych, ale obecnie jakakolwiek wersja zdarzeń kolportowana w mediach i internecie jest niewiarygodna, bo dopiero co rozpoczęto komisyjne badania, które będą trwały całe miesiące. Prędzej bym oskarżał Rosjan o próbę zatuszowania nieudolności obsługi lotniska, niż zabójstwo prezydenta.

Zaznaczam, że dobrze że się zadaje pytania, także te dotyczące najmniej prawdopodobnych wersji wydarzeń, ale po tak naprawdę ma sens teoretyzowanie i wyciąganie pochopnych wniosków, nawet gdy jeszcze nie otwarto ostatniej "czarnej skrzynki"?

Jest to po części zrozumiałe, ze względu na emocje, pod wpływem których ludzie potrafią desperacko chwytać się czegokolwiek. Po masakrze w szkołę w Biesłanie niektórzy rodzice płacili niemałe pieniądze pewnemu szarlatanowi, co obiecał im że wskrzesi ich dzieci.

Bloggerzy! Zachowajcie rozsądek! Nie dajcie się się ponieść syreniemu śpiewowi szarlatanów oferujących łatwe wyjaśnienie tej tragedii!

Do poczytania:

http://mariusz.fryckowski.salon24.pl/170097,mozliwe-przyczyny-katastrofy-samolotu-rzadowego-tupolew-154m

http://blog.rp.pl/lisicki/2010/04/13/zaloba-i-kicz-pojednania/

http://blog.rp.pl/magierowski/2010/04/13/premier-dymisjonuje-szefa-pism-czyli-„badzmy-razem”/

http://blog.rp.pl/janke/2010/04/12/czy-platforma-nie-ulegnie-pokusie/

http://blog.rp.pl/gociek/2010/04/14/kto-gra-wawelem/

Szalone Wujki i karcianki, albo jak trudno odróżnić fikcje od rzeczywistości.

Nie tak dawno temu pisałem o „szalonych wujkach”, a tu proszę, wpadł mi artykulik z spiskolologicznej witryny bibula.com bombastycznie prezentujący serie kart do gry, zaprojektowanych przez pana Steva Jacksona. Oddajmy zresztą głos naszym spiskomaniakom:

Karty są dostępne nadal w internecie, w google znajdziemy wiele ich rodzajów. Wydaje się, że przedstawiają one dość szczegółowo plany Iluminatów odnośnie najbliższej przyszłości świata. Kilka z kart zostało już “zagranych” jak te:

I tu skany kart przedstawiających epidemie, zburzenie wieżowców (które nawet nie są opisane na karcie jako WTC, ale „bibułowatym” nie przeszkadza napisać że chodzi o WTC) i Pentagonu itp.

Jeśli jesteście zaszokowani to nie bez powodu. Karty zostały zaprojektowane na dobrych kilka lat przed zamachem na WTC. Skąd Jackson mógł przewidzieć zamachy? Jeśli to była tylko jego fantazja to dlaczego nie został uznany Nostradamusem naszych czasów? A miał dostęp do planów Iluminatów lub innych tajnych stowarzyszeń? Tego nie wiemy.

Wróćmy teraz na ziemie, i skonfrontujmy to z faktami i zdrowym rozsądkiem.

Pan Steve Jackson to zawodowy producent klasycznych gier RPG i karcianych. Kilkadziesiąt lat temu, inspirując się serią powieści „Illuminatus!”, z „jajem” i ironią zrobił karciankę która polega na rozgrywaniu przez graczy światowego spisku dla zabawy.  Jej autorzy po prostu zainspirowali się teoriami spiskowymi i zamienili je w grę.

http://en.wikipedia.org/wiki/Illuminati_(game)

Jeżeli to ma być dowód na istnienie takiego spisku, to jest to najśmieszniejsza rzecz, jaką miałem okazje zobaczyć od miesiąca. Co więcej, wbrew temu co piszą nasi spiskolodzy, pan Jackson nie miał żadnych nieprzyjemności po publikacji tej gry, która wydana została w 1981 roku (a nie, jak podaje bibula.com, w 1995 roku).

A jeśli chodzi nieprzyjemności jakie spotkały firmę Steve Jacksons Games ze strony Secret Service, to dotyczyły one gry RPG „GURPS Cyberpunk”:

http://en.wikipedia.org/wiki/Steve_Jackson_Games,_Inc._v._United_States_Secret_Service
http://www.tomwbell.com/NetLaw/Ch09/SJGames1.html

Poszło to że jeden z współpracowników Jacksona był znanym hakerem, występującym pod pseudonimem „The Mentor”, który swego czasu rozpowszechniał w sieci BBS informacje na temat systemu łączności dla policji i służb ratunkowych E911 (zarzut że wykradzenie tego dokumentu mogło by posłużyć do sparaliżowania tego systemu, był nieprawdziwy, bo dokument nie zawierał szczegółów technicznych). Ostatecznie sąd uniewinnił Jacksona i jego firmę i przyznał odszkodowanie.

To właśnie premiera tej gry uległa opóźnieniu, a nie karcianki „Illuminati”, która zresztą była bardzo popularna i doczekała się wielu wznowień i dodatków. Autorzy umyślnie wykorzystali w niej znane motywy teorii spiskowych, jakie krążą od lat a nawet wieków, plus dodali pomysły skrajnie oczywiste, np. demolowanie charakterystycznych budynków rządowych, wywoływanie epidemii czy katastrof w ramach walki z innymi graczami. Nawiasem mówiąc jest to dobry przykład na istnienie mechanizmu sprzężenia zwrotnego: teorie spiskowe są asymilowane i przetwarzane przez popkulturę tak, że potem są przyjmowane z powrotem przez spiskologów w popkulturowej formie.

Cóż, mi się wydawało że umiejętność odróżniania fikcji od rzeczywistości ludzie nabywają już w szkole podstawowej, ale jak widać nie każdy tą umiejętność posiada jako osoba dorosła.

„Być może Iluminaci stoją za tą grą. I tak pewnie jest – oni w końcu stoją, z definicji, za wszystkim.” (cytat z wstępu do podręcznika do tej gry)

„TO JEST SPISEK!!”

Mamy kolejną rocznie tragicznych wydarzeń z 11 Września.

I jak co roku wychodzą na wierzch różni tacy, co twierdzą że oficjalna wersja wydarzeń to bujda na resorach, że wszystko jest częścią superspisku administracji Busha itp.

Ja hołduje zasadzie, że niesłychane teorie wymagają niesłychanych dowodów. Poza tym zawsze da się zauważyć logiczne błędy w rozumowaniu. Oficjalna wersja, mówiąca o tym, że Twin Towers uległy zniszczeniu w wyniku zderzenia z samolotami pasażerskimi porwanymi przez terrorysów związanych z Al-Kaidą, jest wsparta w sposób wystarczajåcy bezsprzecznymi dowodami.

To nie jest tak, jak w przypadku zamachu na Kennediego, gdzie pewnych szczegółów nigdy się nie dowiemy z braku jakichkolwiek, dowodów, za i przeciw którejś teorii. Swego czasu na „Discovery” w ramach cyklu dokumetalnego, starano zbadać się zapisy filmowe i dźwiękowe. Uderzające było to, że jakość tych materiałów nie pozwala, niestety, na pełną rekonstrukcje. I dlatego ta luka jest wykorzystywana przez spiskologów.

Prawdziwe spiski i zakulisowe rozgrywki faktycznie mają miejsce. Tylko że w skali bezwzględnej za bardziej prawdopodobną uważam chęć zawarcia przez Hitlera pokoju z Aliantami, czemu miał służyć tajemniczy lot Hessa do Brytanii, czy podesłanie przez Niemców Lenina do Rosji w celu wywołania rewolucji, niż jakiejś spiski Blidenbergów czy Iluminatów mających za zadanie kontrolować dzieje całego (sic!) świata.

Spiskologia ewidentnie żeruje na niedopowiedzeniach, na wszelkich niedomówieniach oraz, co najważniejsze, na wszelkich lukach wynikających z braku weryfikowalności i dowodów. UFO jest dobrym tego przykładem. Jest też często sposobem wyrażania kontestacji aktualnej polityki, stosynków społecznych, czy układu sił na świecie.

Najbardziej tragiczne, szczególnie w przypadku ufologii, jest to, że kiedy dany temat zostanie przechwycony przez zgraje oszołomów, to nikt poważny tego nie chce brać na tapetę, gdyż jeżeli są jakiejś wątpliwości, to trzeba je brać poważnie. UFO bez wątpienia zasługuje na poważne badania, tak jak bioenergoterapia czy telepatia. Tylko nikt nie będzie ryzykował swojego autorytetu na zaszufladkowanie się wśród ludzi tego typu.

Spiskolodzy lubią dopatrywać się w osobach nie podzielających ich teorii za agentów tegoż spisku, nawet jeżeli nie ma na to dowodów czy po prostu widać, że takie a nie inne poglądy danej osoby wynikają z jej autentycznych przekonań.

Taki los spotkał redaktora Warzeche na Salonie24.pl, gdzie coniektórzy komentatorzy pod jego blogiem rozumowali w ten sposób, że skoro pisze w „Fakcie” to znaczy że jest na pasku Niemców i w ogóle reprezentuje obce interesy.

Jak mówiłem, aby udowodnić coś niesłychanego, trzeba mieć niesłychane dowody. Dotyczy to wszystkiego, od UFO, po zabójstwo Kennediego, i teorie Daenikena o paleoastronautach. Mania spiskologiczna dotarła też do Polski – przypomnijcie sobie sprawę samobójstwa Barbary Blidy; tak jak w przypadku każdej spiskologi mieliśmy ignorowanie faktów, pomówienia i koncentrowanie się na tym kto by zyskał (wiadomo, Ziobro i Kaczyńscy…). Kiedy się takie rzeczy słyszy od posłów SLD, to nie jest mi wcale do śmiechu…

Ciekawym przykładem jest podawarzanie autentyczności wydarzeń historycznych, uznanych bezdyskusyjnie za prawdziwe. Szczególnie widoczne jest to w przypadku podboju Kosmosu, gdzie w sumie wątpliwości jest najmniej.

Swego czasu „Discovery” puściło film dokumentalny, że niby to nie Gagarin, a Iliuszyn był pierwszym człowiekiem w kosmosie. Wszystko fajnie, ale w tym filmie nie zapytano… samego Iliuszyna. Jest to nawiasem mówiąc, dobry przykład dziennikarskiej nierzetelności i zwykłego sensacjonalizmu rodem z tabloidów.

http://www.astronautix.com/astros/ilyushin.htm

Teorie na temat sfałszowania lądowania na Księżycu nie trzymają się kupy i to totalnie, kto nie wierzy, niech poświeci laserem w kierunku miejsca lądowania Apollo 11, tam gdzie panowie Armstrong i Aldrin zostawili zwierciadło, które niezawodnie odbije wiązkę. ;)

Tymczasem prawdziwa dezinformacja i kłamstwa na temat programu kosmicznego faktycznie miały miejsce, tylko że w ZSRR:

http://www.astronautix.com/articles/theghoax.htm

Dezinformacja na masową skale była powszechnie stosowano właśnie w ZSRR, wystarczy poczytać sobie „Nowe kłamstwa w miejsce starych” Golicyna. W tej książce autor wyraźnie zaznaczył, że państwo totalitarne, w przeciwieństwie do państwa demokratycznego, jest w stanie sobie pozwolić na luksus masowego dezinformowania.

Jak mówiłem, rzeczy niesłychane, wymagają niesłychanych dowodów. Prawdziwe spiski miały miejsce w historii, i są dobrze udokumentowane. Mam tu na myśli różne przewroty, rewolucje, tajne operacje wywiadowcze i wojskowe. Tajne stowarzyszenia i mafie są również faktem potwierdzonym i udokumentowanym przez historyków.

W Włoszech w latach 70-tych funkcjonowała skrajnie prawicowa loża masońska Propaganda Due, która planowała zamach stanu i stała za zamachami terrorystycznymi upozowanymi na działalność Czerwonych Brygad.

Ale trzeba pamiętać że Włochy to kraj doszczętnie przeżarty korupcją i mafią, o bardzo długiej tradycji tego typu organizacji. Większość członków tej loży została aresztowana i ostatecznie rozbita, więc żaden spisek nie jest w stanie trwać dostatecznie długo.

Mówiąc krótko, są warunki i miejsca, gdzie tego typu spiski są bardziej, albo mniej prawdopodobne. Daniel Pipes w swojej książce „Potęga Spisku – wpływ paranoicznego myślenia na dzieje świata” opisał sytuacje w której pewien kongresmen Republikanów twierdził, że Demokraci chcą go otruć. Teraz pytanie, gdzie otrucie polityka przez konkurenta jest bardziej prawdopodobne; w stalinowskim ZSRR czy USA?

Odpowiedź: w ZSRR, bo Stalin faktycznie tak robił, a Demokraci w USA nie trują swoich przeciwników.

Spiskolodzy żyją w przeświadczeniu, że każdy spisek da się nieskończenie długo utrzymać w tajemnicy, że możliwe jest np. powstanie grupy, która przez wieki będzie reżyserowała bieg dziejów (np.Iluminaci, czy Żydzi, vide „Protokoły Mędców Syjonu”, spreparowane przez carską bezpieke. Na marginesie trudno o leprzą przewrotność, niż teorie spiskowa spreparowana w ramach rządowej operacji specjalnej).

Osobną kwestią jest pytanie, jak to jest możliwe, że w tak licznej grupie spiskowców nie wyodrębniły się np. rywalizujące frakcje. No i jeszcze raz: jak to jest możliwe, że taki megaspisek i jego efekty umykają powszechnej uwadze?

Spiskolodzy potrafią i z tego wybrnąć: po prostu ich zdaniem przeciętni ludzie są ślepi, spisek jest tak wszechobecny, że nie da się od niego uciec itp. a tylko grupa wybrańców prześwietliła niecne plany. To powoduje, że tego typu grupy spiskologów zaczynają mieć coś w sobie z sekty religijnej…

Spiskolodzy popadają też w pułapkę racjonalizowania działań, starając się tłumaczyć wszystko, lub prawie wszystko czyimś wyrafinowanym zamysłem. Wynika to z prostego mechanizmu psychologicznego; każdy z nas lubi sobie podkreślać, że jest osobą w pełni racjonalną itp. Tymczasem ludzie nie zawsze są racjonalni, bo gdyby tak było, to by pracownicy agencji reklamowych umarliby z głodu. Stąd, w celu min. podtrzymania samooceny, ludzie wolą zakładać swoją i cudzą racjonalność, odrzucając przypadki, błędy itp.

Teraz, jeżeli zbierzemy to wszystko do kupy, to widzimy, że teorie spiskowe są oderwane od rzeczywistości. Najczęściej jest to dopasowywanie faktów do tezy, a nie odwrotnie, czy wspomniane wcześniej błędy logiczne. Poza tym spiskolodzy mają jedną przykrą ceche: w swojej literaturze nawiązują do… innych spiskologów. Mamy więc kompletnie zamknięty ekosystem intelektualny, gdzie wałkuje się ciągle te same „dowody”…

Tak jest z spiskowymi teoriami na temat 11 Września. Są tacy, co na podstawie drobne anomalii wysuwają zbyt daleko idące wnioski, ignorując dowody zaprzeczające ich twierdzeniom. Np. na jednym ze zdjęc pod pewnym kątem nie widać było okien z boku kadłuba samolotu, który uderzył w jeden z gmachów WTC. Jakiś spiskolog wziął to za dowód spisku, bo 1.) to był samolot transportowy 2.)musiał być zdanie pilotowany 3.)prawdziwy samolot pasażerski nie został porwany, tylko przechwycony przez rząd 4.)mamy do czynienia ze spiskim.

Tylko że są SETKI zdjęć wyraźnie pokazujących, zarówno w moment uderzenia, jak i szczątki po rozrzucone po Manhattanie, że był to naprawdziwszy samolot pasażerski.

WTC 7, mały wieżowiec, w którym niby to podłożono bombę, bo zapadł się parę godzin po WTC 1 i WTC 2. Bzdura do kwadratu, nowojorscy strażacy mogą to zaświadczyć. W budynku przez wiele godzin szalał pożar, sytuacja była o tyle niebezpieczna, że w piwnicy były zbiorniki na ropę do generatorów Diesla na wyższych kodygnacjach, dostarczających paliwo pod ciśnieniem. Konstrukcja budynku nie wytrzymała żaru trwającego wiele godzin. Poza tym, po jakiego grzyba spiskowcy mieli by detonować bombę parę godzin po wszystkim??

Inni spiskowcy twierdzą, że płonące paliwo lotnicze nie może stopić stali. Cały dowcip polega na tym, że do zawalenia się budynku o konstrukcji rozpartej na szkielecie ze stali nie trzeba niczego topić – stal staje się plastyczna powyżej 1000 stopni Celsjusza, poza tym w pewnych miejscach wystąpiło zjawisko „cugu”, gdzie temperatura była wyższa niż by wskazywał zwykły rachunek oparty na temperaturze palenia się nafty na wolnym powietrzu.

Inna teoria mówi o tym, że podłożono bomby termitowe w różnych miejscach WTC 1 i 2. Ja tylko powiem, że jest rzeczą niemożliwą, aby niepostrzeżenie podłożyć bomby w budynku, gdzie dziennie przewijało się ćwierć miliona ludzi. Poza tym, budynki WTC zapadły się jak domki z kart, gdy naruszona została stabilność konstrukcji na uderzonych piętrach. Tego jest mnóstwo, od tego, jak spiskolodzy wyrywają z kontekstu wypowiedzi ratowników, nie mówiąc np. o tym, że niby Żydzi, co pracowali w WTC nie przyszli tego ranka do pracy, (niby 4500 osób) – teoria bardzo popularna na Bliskim Wschodzie. Tymczasem, wszyscy – stu czterdziestu – zginęło.

Tego jest więcej, dlatego podaje linki do poczytania:

http://www.debunking911.com/

http://www.popularmechanics.com/technology/military_law/1227842.html

http://www.debunk911myths.org/

http://screwloosechange.blogspot.com/