Blog Doktora No

Blog geeka o komiksach, filmie, anime oraz nauce i technice.

Nowy rok 2011 w polityce

No i po Sylwestrze. Jak to bywa, na początku nowego roku pytamy siebie, co nowego nam przyniesie. Jeśli chodzi o politykę to na nowy rok radze zapinać pasy, bo czeka nas ostra jazda, bo będziemy mieli sporo okazji do histerii, rozrób, niekończącego się jątrzenia i ogólnie tematów zastępczych mamy w bród. Do wyboru, na najbliższe miesiące, (kolejność dowolna) mamy:

  •  Najnowszą książkę T. Grossa,
  • zapłodnienie pozaustrojowe ("in vitro"),
  • kwestia symboli religijnych w szkołach publicznych,
  • pierwsza rocznica katastrofy pod Smoleńskiem,
  • wybory parlamentarne na jesieni,
  • okrągła, trzydziesta, rocznica wprowadzenia stanu wojennego,
  • aborcję "na życzenie". 

I tak dalej. Poza tym mogą zdarzyć się różne wydarzenia losowe, np. śmierć gen. Jaruzelskiego, która na pewno rozpali głowy Polaków na temat tego, np. gdzie i z jakimi honorami go pochować…

Polityka stała się w ostatnich latach polityką emocji, atawizmów, fobii i wzajemnego odmawiania sobie prawa do istnienia na scenie politycznej, a debata skupia się na rzeczach w których absolutnie nie da się osiągnąć kompromisu. Czasami odnoszę wrażenie, że polityka w Polsce robi u nas to, co w innych krajach imprezy kulturalne i sportowe, czyli staje się kanałem wyrażania namiętności i emocji. Nie ma co się temu dziwić, gdyż w naszym kraju brakuje zróżnicowanej i bogatej oferty kulturalnej kierowanej do różnych grup odbiorców, a o sporcie nie ma co nawet wspominać, bo nasi piłkarze od lat pokazują że są skończonymi fujarami, a skoki narciarskie mają tylko charakter sezonowy.

 

W nowym roku 2011 radzę zapinać pasy, bo czeka nas ostra jazda bez trzymanki.

Polska A.D. 2011 to kraj w którym kwestie tożsamościowe i światopoglądowe wywołują większe emocje, niż to ile powinna wynosić stawka podatku VAT.

Zarówno katastrofa smoleńska jak i powodzie i zimowy chaos w PKP pokazują czego nie potrafimy porządnie zrobić w naszym kraju. Co więcej, współcześni Polacy nie potrafią już ze sobą nawet rozmawiać. W latach 90-tych wszystko można było wytłumaczyć dziedzictwem PRLu i koniecznymi trudnościami transformacji. Teraz już takiej wymówki nie ma – a dla porównania, w ciągu interwału 20 lat w innych krajach (np. Niemcy i Japonia) zdołano podnieść się z gruzów wojennych, rozkręcić gospodarkę tak, że dała ona bezprecedensowy w dziejach dobrobyt, i dokonać reform gwarantujących stały rozwój kraju i stabilny system polityczny. Owszem, współczesna Polska i Polacy są bardziej zasobni niż w 1990 roku, ale co z tego, skoro sfrustrowane młode pokolenie szuka szans na leprze życie za granicą…?

"Wojna polsko-polska" to wojna pozycyjna: nikt nie zwycięża, a są tylko ofiary i przegrani. obie strony są wycieńczone, a linia frontu nie posuwa się ani do przodu ani do tyłu. Żadna ze stron nie chce się poddać, ani tym bardziej przyznać się do współodpowiedzialności za obecny stan rzeczy. Znamy już generałów i marszałków po obu stronach, potrafimy policzyć żołnierzy obu stron, trzeba teraz się zastanowić kto konkretnie z kim walczy. Otóż zasadniczy podział polityczny w Polsce to nie jest klasyczny podział lewica-prawica, ale inny, bardziej adekwatny do sytuacji kraju po transformacji ustrojowej.

Polska scena polityczna A.D. 2011 – zdjęcie lotnicze.

W Polsce podstawowy podział przebiega między "wygranymi" ("winners") i "przegranymi" ("losers") transformacji ustrojowej, z czego obserwacje na temat tego podziału można bez problemu znaleźć w literaturze i opracowaniach anglojęzycznych na temat transformacji ustrojowej w naszym regionie Świata.

W skrócie – i w uproszczeniu – można powiedzieć, że polityczną reprezentacją tych pierwszych jest partia deklarująca się jako liberalna (lub socjaldemokratyczna itp.), której zapleczem jest krajowy biznes i mainstreamowe media, i której to członkowie swobodnie bywają na światowych salonach, wspierani przez ludzi kultury i intelektualistów. Jej zapleczem ideowym może być szeroko i ogólnie rozumiany ideał wolności i otwartości na świat, przemawiający do zadowolonego z życia elektoratu.

W opozycji do niej znajduje się ugrupowanie (bądź koalicja mniejszych partii) o charakterze zdecydowanie przeciwnym, reprezentującą "przegranych" transformacji, czyli tych, którzy w nowej rzeczywistości stracili pozycje ekonomiczną i/lub nie potrafią jej zrozumieć. Cechą tego ugrupowania jest wyrazistość ideowa, objawiająca się wściekłością, populizmem, ksenofobią, autorytaryzmem, wodzostwem, nacjonalizmem, szowinizmem, religijnym fundamentalizmem, nostalgią za "starymi dobrymi" czasami przed transformacji itp. – wszystko to występuje w proporcjach i natężeniu zależnym od konkretnego przypadku, odpowiadająca niezadowoleniu "przegranych".

Ci pierwsi oskarżają tych drugich o faszyzm, autorytaryzm itp. i naśmiewają się z nich jako nieudaczników nie potrafiących poradzić sobie w życiu. W odpowiedzi ci drudzy nazywają tych pierwszych agentami obcych państw, bezbożnikami, zdrajcami, i wyśmiewają się z nich jako dekadenckich, zepsutych dewiantów.

Brzmi znajomo? Łatwo zauważyć że ów opis perfekcyjnie pasuje do polskiej sceny politycznej, zabetonowanej na amen przez PO i PiS. Od siebie dodam, że istnieje też trzecia grupa – ludzi którzy po prostu mają to wszystko gdzieś, i których nie interesuje ani polityka, ani nawet to, jaka będzie polityka rządu w sprawach najbardziej przyziemnych, co po prostu wynika ze zwykłej rezygnacji i apatii. 

Z historii wiadomo, że wojna pozycyjna kończy się wtedy, gdy jedna ze stron po prostu padnie z wyczerpania, lub gdy dojdzie do naprawdę znaczącego przełomu. Tym przełomem mogą być jesienne wybory – pamiętajmy, że że tam gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

I tym trzecim może być Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Fot: Wikimedia Commons

P.S. W chwili gdy to pisze (godź. 16.15), Strona Główna Salonu24 jest zdominowana przez teksty o Tomaszu Grossie. Pierwszy punkt możemy już sobie odptaszkować…

Trzęsienie ziemi w Polsce – c.d.

Tu-154M

No i po żałobie wracamy do normy: nawet jeszcze prezydent nie spoczął w grobie, a już mieliśmy kłótnię o kryptę na Wawelu. Teraz Komorowski, pełniąc obowiązki prezydenta, będzie podpisywał kontrowersyjną ustawę o IPNie, zamiast sprawdzić jej konstytucyjność. Bravo bravissimo! Polska jednak ma swoje standardy życia publicznego, które są trwałe! Ciekawe, kiedy znowu wyskoczy Palikot ze świńskim ryjem i wibratorem? A tymczasem "Gazeta Wyborcza" bez dowodów stara się sugerować, że winę za wypadek ponosi ś.p. prezydent.

Ale to jeszcze nic co się dzieje w tzw. prawicowej blogosferze. Tu się zaczyna prawdziwy obłęd, uciekanie w fantazje i inne cuda. Jeden z komentatorów zapędził się nawet do nazywania per "szmata", tych co mają odrębne, w stosunku do przedwczesnych i daleko idących opinii, zdanie. W Polecankach Niepoprawnych.pl dałem wywiad z sekretarzem Krajowej Rady Lotnictwa; ktoś od razu ocenił go na 1, bo nie było w tym filmie mowy o spisku, a o niekompetencji Klicha i fatalnym stanie lotniska.

Wszystkim zainteresowanym polecam wątek z forum lotnictwo.net.pl, przynajmniej z niego można się czegoś dowiedzieć, a nie z medialno-blogowej papki. Przykro mi, ale muszę stwierdzić, że kociokwik na blogach jest nawet większy od tego co widzimy w mediach w tej sprawie. 

Pewne środowiska w Polsce (a nie mam tu na myśli czołowych polityków PiS) potrzebują mitu zamachu do walki politycznej. Nie specjalnie chce mi się wierzyć że x. Rydzyk, którego media lansują tą tezę, sam specjalnie w nią wierzy; to polityk, na tej samej zasadzie, jak politykiem był Adam Michnik, będący redaktorem "GW", a w polityce wykorzystuje się wszystko co gwarantuje skuteczne zyskanie poparcia. Lansowanie mitów może być takim środkiem.

Przykładem szybkiego lansowania mitu może być sprawa systemu TAWS, o którym w mediach najpierw mówiono że był wyłączony, a potem że jednak był używany i tak dalej. W media (i bloggerzy) prezentują jego nie działanie jako główną przyczynę wypadku, gdy sprawa jest bardziej skomplikowana (polecam znowu wątek z lotnictwo.net.pl). Tymczasem "Nasz Dziennik" kłamie, powołując się na "eksperta", który twierdzi, że lotnisko w Smoleńsku jest w systemie TAWS:

“W bazie danych systemu TAWS zainstalowanego w Tu-154M mogło nie być kompletnych cyfrowych map okolic Smoleńska, jak sugerują niektórzy eksperci?

– Mapy są produkcji amerykańskiej. Żadne miejsca nie były od czasu “zimnej wojny” tak dokładnie sprawdzane i modelowane jak właśnie okolice rosyjskich lotnisk wojskowych, także tych najmniejszych. Ponieważ zaś w Smoleńsku w ciągu ostatnich 50 lat nie było trzęsienia ziemi, prób jądrowych ani działań budowlanych zmieniających całkowicie powierzchnię terenu, więc żaden ekspert nie traktuje tej tezy poważnie. Gdyby mapa była zła, rozbiłby się trzy dni wcześniej wasz premier Donald Tusk.”

Producenci oprogramowania do tego systemu nie oferują map lotniska wojskowego w Smoleńsku. Można to sprawdzić na stronie producenta systemu. Dla ułatwienia podam, że kod lotniska wojskowego w Smoleńsku to XUBS.

Oczywiście jest też mowa o tym, że niby samolot spadł na wskutek umyślnych zakłóceń sygnału GPS. Szkoda tylko, że z tym GPSem sprawa jest (znowu) bardziej zawiła, i nie jest to (podobnie jak TAWS) podstawowa metoda naprowadzania samolotu na lotnisko. Tak więc równie dobrze ten "ekspert" mógłby powiedzieć, że samolot prezydenta Kaczyńskiego strąciło orbitalne działo jonowe…

 Image Hosted by ImageShack.us

Te całe zamieszanie jest o tyle szkodliwe, że zaciemnia nam okoliczność, iż przecież coś złego musi się dziać w polskim lotnictwie wojskowym, skoro raz za razem dochodzi do katastrof, i to coraz bardziej tragicznych w skutkach. Dlatego odpowiedzialność za ten stan ponosi obecny szef MONu, minister Bogdan Klich.

Za panem Tomaszem Hypki, sekretarzem Krajowej Rady Lotnictwa, można zadawać sporo niepokojących pytań: co jest źle w systemie szkolenia pilotów? Jak to jest możliwe, że od kilkunastu lat gdy dochodzi do przetargów na samoloty dla VIPów pojawia się grupa lobbująca za Embrarerem, paraliżująca tenże przetarg? Dlaczego tak młody, trzydziestoparoletni, pilot siedział za sterami "tutki", gdy tymczasem światowym standardem jest wiek pilota ponad 50 lat na takim stanowisku? Czemu jednym samolotem leciało tylu ważnych urzędników państwowych?

Obawiam się, że cała debata nt. katastrofy podzieli się na dwa obozy: ten który uciekać będzie coraz bardziej od zdrowego rozsądku i ten który będzie udawał, że wszystko jest w porządku. I tak do następnej tragedii?

Zdjęcie Tu-154: Hiuppo/Wikimedia Commons

Do poczytania:

Wątek z forum lotnictwo.net.pl.

Program "Gorący temat" z panem Hypki.

Romuald Szeremietiew: "Gdyby nie zaniedbania Klicha katastrofy by nie było".

Hypki: "Winę ponoszą konkretni ludzie".

 

Trzęsienie ziemi w Polsce

Najpierw jest trzęsienie ziemi. A potem napięcie wzrasta – podobno powiedział kiedyś mistrz suspensu Alfred Hitchcock. Tragedia w Smoleńsku jest właśnie takim trzęsieniem ziemi dla nas wszystkich. Ale to dopiero początek.

W jakim kierunku pójdą sprawy? Przypomina mi się dialog z "Parku Jurajskiego", gdzie jeden z bohaterów, matematyk, wyjaśnia teorię chaosu na prostym przykładzie kropli spływającej po zewnętrznej stronie dłoni w kierunku totalnie przypadkowym.

Konsekwencje dla naszej sceny politycznej, w szczególności dla PiS, są w tym momencie determinowane przez przypadek.

Jak zauważył Przemysław Mandela, ta tragedia to egzamin dojrzałości dla nas wszystkich pod każdym względem, która moim zdaniem objawia się rozsądnym zachowaniem w niespodziewanej sytuacji.

Test dojrzałości dla debaty publicznej i mediów.

Może odrobimy teraz szybko lekcje poprawności debaty publicznych. Nie można sprowadzać dyskusji do ataków osobistych, demonstracyjnego picia "małpek", akcentów klozetowych ("prezydent przysiadywał w toalecie", "trup na wrotkach"), drwin w stylu "jaka wizyta, taki zamach" itp. Media były prezydentowi nieprzychylne, nawet w doborze zdjęć i fotografii na strony gazet i strony internetowe, nie mówiąc o złośliwych dowcipach i pogwarkach w radio i telewizji.

I nagle, po straszliwej tragedii, okazuje się, że "nagle" Lech Kaczyński był po prostu normalnym człowiekiem.

Ludzie to widzą. I starzy i młodzi i także ci ci co nie interesują się polityką. Widzą tych samych ludzi, co wcześniej straszyli polskim Putinem, "kartoflem", mściwym "przykurczem" itp. co teraz łączą wyrazy współczucia, i prześcigają się w kondolencjach i refleksjach. I nie ma co się dziwić potem, że Monika Olejnik zostaje zrugana gdy próbowała zapalić znicz przed Pałacem Prezydenckim. Na własne oczy widziałem i słyszałem dyskusje w stylu "oj, jak żył to wszyscy tak go mocno krytykowali, a teraz go doceniają".

Przy tym nie twierdze, że nie ma przykładów autentycznego "nawrócenia". Po prostu nie chce mi się wierzyć w autentyczność i trwałość takowego u wszystkich tych, co jeszcze niedawno gardzili Lechem Kaczyńskim.
 

Ale kiedy minie żałoba narodowa, gdy ofiary zostaną pochowane, znowu wrócimy do bierzączki. I znowu będziemy mieli nawalankę. Nie mam bowiem złudzeń co do poziomu debaty publicznej i klasy politycznej w naszym kraju.

Po 11 Września wszyscy współczuli Amerykanom. Dwa lata potem większość świata znienawidziła Amerykanów za wojnę w Iraku – to tak dla wyrazistego przykładu, pokazującego że gdy upływa czas, ludzie wracają do porządku dziennego po tragedii. 

-Co to takiego?
 -Zapomniałem…

Pierwsze sygnały powrotu do "zimnej wojny domowej" już widać w postaci protestów przeciwko złożeniu pary prezydenckiej do krypty na Wawelu.

Test dojrzałości dla PO

Mam nadzieje, że Palikot czy Niesiołowski czują choć odrobinę wstydu. Przecież to PO nakręcało ich ustami język debaty nastawiony na pokrętne insynuacje, deprecjonowanie osoby i urzędu itp. Ale, mam duże wątpliwości – z historii wiemy na pewno, że ludzie są nie uczą z niej.

PO ma teraz to co chciało mieć od dawna czyli pełnie władzy. Nie ma już prezydenta, który rzekomo blokował inicjatywy rządu wetowaniem ustaw. Widać niestety, że stare nawyki szybko wracają: dopiero co zwolniono szefa PISM, i są przecieki, że trwają poszukiwania w kancelarii prezydenta słynnego aneksu do raportu o rozwiązaniu WSI.

Pokus przed PO jest całe mrowie: zwolnione jest stanowisku prezesa NBP i IPN, a jak wiemy wobec tych dwóch instytucji Platforma miała swoje plany.

Kampania prezydencka będzie bardzo smutna, jako że prowadzona w cieniu tragedii. PO może narazić się zarzuty, że prowadzi politykę i kampanię "po trupach" w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Test dojrzałości dla PiS

Nie mogę sobie wyobrazić, jak Jarosław mógł by prowadzić dalej partię po tak straszliwej stracie swojego brata Lecha. Sytuacja w której znajduje się PiS przypomina wspomnianą wcześniej teorię chaosu; teraz wszystko może się zdarzyć. 

Z jednej strony śmierć prezydenta Kaczyńskiego może stać się czymś w rodzaju mitu, na podobieństwo do zabójstwa prezydenta Johna F. Kennediego. Dla lewicy amerykańskiej stał się on symbolem niespełnionych nadziei, ucieleśnieniem amerykańskich demokratyczno-liberalnych wartości, kojarzonym z wizją podboju Kosmosu, silnym państwem i rozsądną dyplomacją, w opozycji do Lyndona Johnsona, Wietnamu, Richarda Nixona i Watergate. Słyszałem komentarze, że jednym ze źródeł sukcesu Barracka Obamy była próba kapitalizowania tego mitu, podobnie jak u innych kandydatów na prezydenta USA z ramienia Demokratów.

Oczywiście z drugiej strony, bałagan, dezorganizacja i kryzys przywództwa są jak najbardziej realne, podobnie jak rozpad PiS. Ta partia straciła najważniejszego kandydata na prezydenta i czołowych posłów.
 

Test dojrzałości dla blogosfery

Niestety, mam tu mam bardzo złe przeczucia. Kiedy widzę co się dzieje na blogach i komentarzach, to włosy mi dęba stają.

Tak czy siak, niezależnie od ustaleń komisji, są w niej ludzie co już znają prawdę o tragedii. To tak jak z 11 Września: zwolennicy spiskowych teorii też znają swoją prawdę, i nie ma sensu z nimi dyskutować. Obawiam się że w przypadku naszej tragedii będzie podobnie: ci co wierzą że Kaczyńskiego zamordowali Rosjanie, nie uwierzą w żadną wersje odmienną od ich poglądu. Niezależnie od wyników badań.

Teraz każdy wyrażający sprzeciw wobec tych teorii będzie traktowany jako rosyjski agent, zdrajca narodu itp. Sądząc o tym że że za wersją spiskową bez dowodów opowiadają się prominentni bloggerzy, zdaje sobie sprawę że tymi słowami skazuję się na wykluczenie w środowisku.

Nie uważam Rosjan za w 100% wiarygodnych, ale obecnie jakakolwiek wersja zdarzeń kolportowana w mediach i internecie jest niewiarygodna, bo dopiero co rozpoczęto komisyjne badania, które będą trwały całe miesiące. Prędzej bym oskarżał Rosjan o próbę zatuszowania nieudolności obsługi lotniska, niż zabójstwo prezydenta.

Zaznaczam, że dobrze że się zadaje pytania, także te dotyczące najmniej prawdopodobnych wersji wydarzeń, ale po tak naprawdę ma sens teoretyzowanie i wyciąganie pochopnych wniosków, nawet gdy jeszcze nie otwarto ostatniej "czarnej skrzynki"?

Jest to po części zrozumiałe, ze względu na emocje, pod wpływem których ludzie potrafią desperacko chwytać się czegokolwiek. Po masakrze w szkołę w Biesłanie niektórzy rodzice płacili niemałe pieniądze pewnemu szarlatanowi, co obiecał im że wskrzesi ich dzieci.

Bloggerzy! Zachowajcie rozsądek! Nie dajcie się się ponieść syreniemu śpiewowi szarlatanów oferujących łatwe wyjaśnienie tej tragedii!

Do poczytania:

http://mariusz.fryckowski.salon24.pl/170097,mozliwe-przyczyny-katastrofy-samolotu-rzadowego-tupolew-154m

http://blog.rp.pl/lisicki/2010/04/13/zaloba-i-kicz-pojednania/

http://blog.rp.pl/magierowski/2010/04/13/premier-dymisjonuje-szefa-pism-czyli-„badzmy-razem”/

http://blog.rp.pl/janke/2010/04/12/czy-platforma-nie-ulegnie-pokusie/

http://blog.rp.pl/gociek/2010/04/14/kto-gra-wawelem/

Palikot zabawia nas na śmierć.

Widząc to takie wydarzenia, jak zrzeczenie się orderu przez górnika z kopalni "Manifest Lipcowy", szum wokół Wojciecha Cejrowskiego w sprawie jego rezygnacji z obywatelstwa polskiego, czy wtykanie polskiej flagi w psie kupy na antenie TVNu, to dochodzę do wniosku, iż zbliżamy się do światowych standardów, gdzie dyskurs publiczny został sprowadzony do wielkiego showu przed kamerami TV.

Polska stoi obecnie przed odkryciem tego samego, co na Zachodzie zauważył już w 1985 roku Neil Postman w książce "Amusing Ourselves to Death: Public Discourse in the Age of Show Business", będącej krytyką telewizji jako medium przekazującego informacje i decydującego o dyskursie politycznym.

Ważną konstatacją tej książki jest to, że w świecie kultury obrazkowej racjonalne argumenty tracą na znaczeniu, gdyż były one najbardziej czytelne w medium bazującym na słowie, jak książka czy gazeta. W TV liczy się to, jak przekaz "wali po gałach", czy polityk ma ładny krawat, a czy jego konferencja prasowa jest ciekawa czy nie, vide gumowy siusiak i pistolet w ręku Palikota.

Dobrym tego przykładem są współczesne wojny, gdzie to, w jaki sposób dany konflikt jest ukazywany na małym ekranie, jest czynnikiem równie istotnym, jak amunicja, paliwo czy morale żołnierzy. Najbardziej drastycznym przpadkiem niech będzie wycofanie wojsk ONZ z Somalii w 1993 roku, po tym, jak świat obiegły zdjęcia pokazujące tłum Somalijczyków bezczeszczących zwłoki poległych Amerykanów (warto wspomnieć, że wcześniejsza masakra 20 Pakistańczyków nie zrobiła takiej furory, gdyż była mało medialna).

W swojej wcześniejszej książce "Disapperance of Childhood", Postman napisał, że "oglądanie telewizji wymaga nieustannego rozpoznawania obrazów, a nie analitycznego dekodowania treści. Wymaga więc percepcji, a nie koncepcji…".

Popularność szołu "Teraz my" czy "Szkła kontaktowego" jest dobrym przykładem na zejście dyskursu publicznego do poziomu rozrywki ("infotainmentu"), gdzie naturlną koleją rzeczy, jak wspomniano wcześniej, odgrywają role obrazki, luźne skojarzenia i emocje negatywne lub pozytywne. Tak jak w reklamach, gdzie producencji zlecają wykonawcom przede wszystkim tworzenie pozytywnych skojarzeń z produktem. Zaproszenie do studia "Teraz My" homoseksualistów rzekomo poszkodowanych przez Lecha Kaczyńskiego, Brandona Faya i Thomasa Moltona, jest dobrym tego przykładem. Nie argument, ale szoł i pokazówka.

Wracając do tematu: dlaczego Palikot jest eksponowany na stanowisku osoby odpowiedzialnej za likwidacje bubli prawnych a nie np. pan Szejnfeld? Pana Szejnfelda miałem okazje widzieć osobiście w 2005, i wywarł na mnie zdecydowanie leprze wrażenie, niż Palikot pozujący na ekscentryka i członka "artystycznej cyganerii". No, ale ja jestem wyjątkiem, gdyż nie jestem "targetem" PO… W PO z pewnością znalazło by się wiele osób, które by były predysponowane do przewodniczenia komisji "Przyjazne Państwo", ale odpadły, gdyż szołmeństwo Palikota predysponowało go do tego, aby robić szum na odcinku, gdzie oczekiwania elektoratu PO są największe, a ryzyko "wpadki" największe. Nie trzeba być analitykiem, aby zauważyć, że popularne powiedzenie "para w gwizdek" dobrze oddaje całą tą sytuacje. Podobnie jak konferencje prasowe Kołodki, szum medialny wokół Palikota ma pokazać, że "coś się robi" i stworzyć wrażenie działań w tym zakresie.

Palikot ma bez wątpienia talent, i ten talent, podobnie jak niewyparzony język Niesołowskiego jest podstawą pijarowskiej strategii PO ("do mediów tak trzeba" – Komorowskiemu się raz wymknęło), a przynajmniej takie wrażenie to robi. Eksponując tego typu osoby PO chce zaspokoić zapotrzebowanie wśród swojego elektoratu na szoł, "antykaczyzm" i po prostu dobrą zabawę, rozrywkę itp, gdyż to dzięki głosom ludzi młodych zdobyli przewagę na PiS. Sam widziałem i poznałem ludzi, którzy sympatyzując z SLD zagłosowali na PO, aby odepchnąć PiS od władzy, a potem oplakatowali sobie ściany plakatami wyborczymi Niesiołowskiego, z utęsknieniem wypatrując wystąpień ukochanego "Niesioła" w TV, nad którymi to potem debatowali przy piwie.

Palikot role "kaczobójcy" świetnie wypełnia, insynuując prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu alkoholizm, czy domagając się zwolnienia ze stanowisk urzędniczych wszystkich osób powołanych na nie w latach 2005-2007. Trudno o lepszy przykład na wyparcie argumentów racjonalnych i ideowych przez medialną "percepcje".

Ciekawy komentarz, potwiedzający moje obserwacje dał Rewident:

(…)Czym zatem jest Palikot i co on symbolizuje?
Po pierwsze, jest promotorem seksualnych igraszek. Koszulki z napisem „jestem gejem, jestem z SLD" to nie wszystko. Osobiście najbardziej doceniam jego występ z gumowym penisem w łapie. Palikot wymachiwał nim bardzo sprawnie i wyglądało to tak, jakby miał w tym dużą wprawę. W drugiej ręce dzierżył pistolet, co oczywiście narzucało oczywiste skojarzenia z seansem sado-maso. Rozumiemy o co chodzi? Kajdanki, pejczyki, spluwa, latex. Mniam, mniam. To jest to o czym prawdziwy wykształciuch może tylko pomarzyć.
Palikot też zna się na interesach. Mistrz iluzji kupił Polmos za pieniądze Polmosu, przepuszczając kaskę przez zagraniczną spółkę. Ktoś już opisał ten schemat dość szczegółowo na S24 (autora przepraszam za wczesną sklerozę). Dlatego nasz kudłaty przyjemniaczek idealnie pasuje do działaczy PO. Tam tez jest dużo trzydziestoletnich milionerów, którzy w „cudowny" sposób dorobili się swoich fortun. Jeden z nich, archetyp peowca, kolega Piskorski, znajduje się dziś w muzeum figur woskowych zwanym Parlamentem Europejskim. Palikot go wyprzedził i udoskonalił metody. Dlatego ma tak wysoką pozycję na salonach i w liberalnych mediach.

Najbardziej zabawne i straszne zarazem w całej tej sytuacji jest to, że jak w soczewce skupia się aktualna polityka PO, której celem obecnie jest bierne zarządzanie państwem, unikanie posunięć kontrowersyjnych, aby nie narazić się pewnym środowiskom, tworzenie atmosfery zbawiania kraju po mrokach "kaczyzmu" i przede wszystkim torowanie drogi prezydenturze Donalda Tuska w 2011 roku.

Aż się prosi o zburzenie błogiego stanu jakimś głośnym skandalem, który mam nadzieje, zburzy poczucie błogości i nieświadomości wobec medialnej manipulacji i kalkulacji obecnie rządzących.

Klasyka marketingu wyborczego: amerykańska kampania prezydencka z 1984 roku.

Przygotowania do wyborów idą pełną parą. PiS stara się o utrzymanie pozycji, a nawet zyskanie czegoś więcej. PO opiera swoją kampanie na totalnej negacji osiągnięć PIS i zwykłą kampanię negatywną.

Proponuje z tej okazji przypomnieć sobie klasyczne reklamówki wyborcze z amerykańskich wyborów prezydenckich z 1984, których styl jest po dziś dzień powszechnie naśladowany

Przypominam, że wtedy Raegan starał się o reelekcje. Proszę zwrócić uwagę na podobieństwa kampanii Republikanów i Demokratów do obecnej kampanii PiS i PO; po jednej stronie tworzenie pozytywnych asocjacji (bawiące się dzieci, wrąca praca) połączonych z akcentem na rzeczy bliskie sercu wyborcy (w przypadku USA: duma narodowa, patriotyzm, pokój itp.) i sukcesy, po drugiej wytykanie błędów i porażek, i negatywne asocjacje (tu: wojna, śmierć, skandale).

Reklamy Raegana:

Reklamy Mondala:

Mam subiektywne wrażenie, że kampania PO jest równie bezbarwna jak kampania Mondala z 1984 roku. :|