Tag Archives: humor

ZŁE FILMY: „Rambo” – kreskówka (1986).

rambocartoonZ okazji Przeterminowanego Dnia Dziecka, Upragnionego Końca Roku Szkolnego i Ogólnego Wakacyjnego Rozleniwienia mam dziś coś specjalnego z myślą o najmłodszych czytelnikach mojego bloga, którzy w międzyczasie zdążyli już dorosnąć.  :mrgreen:  Drogie dorosłe dzieci, zgodnie z formułą F.I.U.T. (Film I ewentUalnie Telewizja – © Janusz Rewiński) zajmiemy się na chwilę śmieciowymi wytworami małego ekranu, a że autor tego bloga ma słabość do filmów i seriali animowanych, w związku z tym tematem dzisiejszej notki będzie amerykański serial animowany „Rambo – Force of Freedom” z 1986 roku. Tak to nie pomyłka! :D Coś takiego powstało, i zanosi się na wyborny pasztet ZŁEGO FILMU! :D

Continue reading

ZŁE FILMY: „Inwazja na USA” (1985)

Invasionusa

Ach te lata 80-te zeszłego wieku…! Czas w którym powstało najlepsze, bo najzabawniejsze kino akcji (nooo jeszcze takie robiono przez większą część następnej dekady, a i nawet teraz zdarzają się rodzynki złego kina akcji, gdyż pewne trendy są ponadczasowe. :D ) oraz ostatnie lata zimnej wojny między USA a ZSRR, dostarczającej gotowych i klarownych schematów fabularnych tj. Strasznych Rosjan Chcących Zniszczyć Biedną Małą Amerykę. :)

Dlatego dziś połączymy te dwa wątki, zajmując się filmem z udziałem Chucka Norrisa, wyprodukowany przez wytwórnie Cannon Films w czasach gdy była pod zarządem rodzeństwa Menahema i Yorama Golanów, których modelem biznesowym było agresywne eksploatowanie niszy jaką było ówczesne kino klasy B i kasety VHS. Czyli, na „chłopski rozum”, produkowanie filmów minimalnym nakładem środków z użyciem równie tanich scenariuszy, czemu zawdzięczamy takie klasyki złego kina jak omawiany ostatnio „Amerykański Ninja”, „Delta Force” i „Delta Force 2”, „Kopalnie Króla Salomona” (podróba Indiany Jonesa), serię „Zaginiony w Akcji” i dzisiejszy eksponat, czyli „Inwazja na USA” („Invasion U.S.A.”) z Chuckiem Norrisem.   :mrgreen: Continue reading

Znalezione na imgur.com.

Ten screenshot recenzji pewnej książki o programowaniu w języku C na Amazon.com krąży sobie po Internecie od pewnego czasu (a jest to rzecz jak najbardziej autentyczna):

(kliknij aby powiększyć)

Tłumaczenie:

Potrzebowałem nauczyć się C, aby zrobić sterownik do urządzenia w pracy. Powiedziałem im, że znam C ponieważ jestem dobry w pisaniu emaili i w Wordzie, i dlatego mnie zatrudnili. Czytanie tej książki jest na początku powolne, ale potem zaczyna mówić o takich różnych szalonych komputerowych rzeczach, o których nigdy nie słyszałem i które nie mają nic wspólnego z emailami i Wordem i sterownikami do urządzeń, takimi jak liczby całkowite, "void" i "main". Skończyło się tym, że zwolnili mnie już po dwóch miesiącach. Ale było i tak w porządku ponieważ w tej pracy płacili mi więcej przez te dwa miesiące niż w innej przez rok plus otrzymałem odprawę, ale dobrze by było mieć dalej tą pracę. 
 

Mój komentarz: co to za kadrowiec w firmie, który nie widzi, że nowy pracownik nie zna się na swoim zawodzie? 

ZŁE FILMY: co nas czeka w 2012 roku?

Nadchodzący rok 2012 szykuje nam dwie bardzo obiecujące pozycje w temacie kinematografii na poziomie mułu w bajorze.

Na pierwszy ogień idzie remake „Czerwonego Świtu” z synem Toma Cruisa’a w jednej z ról. Tym razem rolę Sowietów napadających z nienacka na dominujące mocarstwo przyjęli Chińczycy. Co tu jest grane?  Widać paranoja Amerykanom skacze w głowach i przyćmiewa rozum, bo wygląda to taj, jakby zapomnieli, że to ich koncerny z własnej woli przenoszą produkcję przemysłową do Chin, a ostatnio głośną okupację pewnego obcego kraju na Bliskim Wschodzie przeprowadzili sami Amerykanie. Czy można w związku z tym to w ogóle traktować poważnie?

Stary mem, ale ciągle aktualny…

Całość jest o tyle śmieszna, że puki co największym zagrożeniem dla Ameryki jest ona sama, a dokładniej jej skorumpowany system polityczny, gdzie lobbyści i wąskie grupy interesów wręcz sponsorują pojedynczych kongresmenów (min. składkami na kampanie), rozdmuchanym na fali 9/11 „kompleksem bezpieczeństwa”, powiększającymi się dysproporcjami społecznymi, deindustrializacją czy podporządkowaniem polityki zagranicznej i wewnętrznej fobiom, psychozom, fantazjom i urojeniom tamtejszej prawicy.

W sumie jestem ciekaw do kogo adresowany jest ten film? Prawicowe oszołomy kolekcjonujące broń palną i ćwiczące się w jej użyciu po okolicznych lasach za wroga prędzej uważają Obamę, który ma czelność być prezydentem USA. Prędzej na widowni będą mniej świrnięte, ale i tak oderwane od rzeczywistości rzesze widowni republikańskiej telewizji Fox News, które to bezkrytycznie łykną co tylko ta stacja wymyśli. A i tak pewnie na film pójdzie bezrozumna publiczność która łatwo łyknie cokolwiek byle by było z wybuchami i „USA,USA, USA!” w tle (vide Autoboty strzelające do Irańczyków)…

P.S. Właśnie się dowiedziałem, że producenci w ostatniej chwili szybko zmienili Chińczyków na Koreę Północną, co powoduje, że film wygląda jeszcze bardziej kretyńsko niż na początku…

„Picture unrelated”

Drugą obiecującą pozycją na niezły filmowy bajzel jest „Battleship”, z piosenkarką Rihanną w jednej z ról głównych, będący adaptacją klasycznej gry „w statki” (Sic!) . Jak widać poprzeczka oczekiwań widowni już jest tak nisko ustawiona, a że przy tym brakuje pomysłów więc Hollywood działa teraz w trybie pełnej desperacji połączonej z marketingowym zesztywnieniem, t.j. krojeniem filmów na miarę już na etapie scenariusza tak, aby pasowały do każdej grupy docelowej jaką da się ująć w badaniach (przykro mi to powiedzieć, ale filmy robione pod specyficzną grupę odbiorców, to zdecydowana mniejszość, a nawet widowiska science-fiction czy fantasy są specjalnie marketingowane i przykrajane tak aby trafiły do szerokiej publiczności). No więc jaki jest następny logiczny krok? Ekranizacja gier stołowych i papierowych…

Trailer:

Cóż, pewnie można się spodziewać, że nie jeden nastolatek krzyknie, że jest lepszy od „Mrocznego Rycerza” i „Avatara” razem wziętych, niejeden pożeracz popkornu po prostu popierdzi i pobeka (ludzie potrafią tak się zachowywać w kinie – serio!) sobie na seansie i tak się koszty filmu zwrócą.

Ciekawe co wymyślą następne? Adaptacje „Monopolu”? A może „Gry w Bierki”? Albo „Chińczyka”…?